Miłosierdzie Boże w Najświętszym Sakramencie [słowo na niedzielę]

Objawy Miłosierdzia Bożego zlewają się na nas jak płatki śniegu w zimie, biją w nas codziennie, jak zapach leśny, wydobywający się z nieznanych kielichów. Tymczasem wielu chrześcijan rości sobie prawo do tego, jak gdyby Bóg miał obowiązek wyróżniać nas z pośród milionów niewiernych, i zapomina, że wszystko jest właściwie tylko darem łaski.(…) Jak dziecko, śpiące na łonie matki jest niedbałe i nie zdaje sobie sprawy, komu zawdzięcza swój sen bezpieczny, tak często ludzie, korzystając z darów Miłosierdzia Bożego, nie myślą, komu je zawdzięczają i mogą zasłużyć na wyrzuty ze strony Boga, jak owych dziewięciu ewangelicznych trędowatych, – że za nie nie składają podziękowania.

 Przede wszystkim dziełem Miłosierdzia Bożego jest to, żeśmy się urodzili w tym złotym wieku łaski, a nie w czasie przed przyjściem Chrystusa Pana.(…) Pan Jezus uprzedził nas łaskami i pozwolił nam się urodzić w wieku prawdziwie złotym, w którym już szatan jest pokonany, śmierć wieczna zwyciężona, niebo otwarte, Miłosierdzie Boże ujawnione, wskazana droga zbawienia, ustanowione środki łaski, przez które tak łatwo odzyskuje się pojednanie z Bogiem. Teraz składa się ustawiczna ofiara przebłagalna za grzechy całego świata, ofiara nie z krwi zwierząt – jak dawniej – ale z Krwi i Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa. (…)

 Jeżeli Miłosierdziem nazywamy skłonienie się Boga ku nam dla wyprowadzenia nas z nędzy grzechu, to cóż mówić nie o skłonieniu się tylko, lecz o oddaniu samego siebie dla nas na pokarm i napój w Przenajświętszym Sakramencie, do którego wszyscy wierni w stanie łaski mają taki łatwy dostęp? (…) Jezus przystępuje do nas pełen mocy i życia, świeży i pokrzepiający, z ciałem, duszą i Bóstwem swoim, by zmyć i wypalić w nas wszelką grzeszną naleciałość, by pobudzić do większej gorliwości i do żywszej czynności. Nie słowem ani mową, ale Ciałem i Krwią własną zapala nas ku swojej miłości i napełnia nas prawdziwą, trwałą radością. Zapał ten czyni nas ochotnymi do pracy, a radość wlewa odwagę do walki. Wobec takiego objawu Miłosierdzia naszego Zbawiciela, jacyśmy szczęśliwi zawsze pomimo klęsk materialnych, jacyśmy potężni pomimo niebezpieczeństw jawnych, jacyśmy weseli pomimo łez płynących obficie z naszych oczu, jacyśmy bogaci pomimo ubóstwa wyzierającego zewsząd! Człowiek niejednokrotnie czuje się opuszczonym i samotnym, nie rozumie wówczas świata ani siebie samego, a wśród wewnętrznych udręczeń poczyna się chwiać jego wiara. Jak wielki jest Bóg w przestworzu, gdzie ja tylko ciemnym punkcikiem, – jak nieskończony w czasie, w którym jestem tylko jedną chwilką. Jak jest święty i wszechwładny wobec mojej grzeszności i słabości. Zbyt święty, wielki i sprawiedliwy, byśmy mogli wznieść się do Niego! Takie myśli trwożliwe pozostają nieraz w naszym sercu. Ale oto wzrok nasz pada na kościół sąsiedni i natychmiast ufność wraca do naszego serca, spostrzegamy tam światło lampki wiecznej, które nam mówi, że ten Bóg nieskończony w przestrzeni i czasie, z Miłosierdzia swojego zamknął się w Hostii pod postacią chleba, że przebywa wśród nas, że nas zaprasza do siebie. Idziemy do Komunii św. i klękamy wszyscy obok siebie: bogaci i ubodzy, wielmożni i maluczcy – wszyscy czujemy się równi w obliczu Sędziego – wszyscy jednoczymy się w świętym braterstwie. Tu właśnie jest prawdziwe wychowanie w równości, braterstwie i wolności synów Bożych.(…)

 Sł. B. ks. M.Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym. Miłosierdzie względem poszczególnego chrześcijanina, AZSJM, T. X, mps, s. 1-7

„Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje”(Mt 26,26), powiada Zbawiciel. Jakież to niezwykłe wyrażenie! Karmić się Bogiem, wcielać w siebie Boga, stawać się żywym tabernakulum Boga, – przyjmować Ciało Jezusa, które leżało w grobie, umarło na krzyżu, wstąpiło do nieba, siedzi po prawicy Ojca, gdzie stanowi radość aniołów, chwałę nieba, zachwyt duchów błogosławionych. Razem z Ciałem jest Jego Krew, Dusza i Bóstwo, które od niego są nieodłączne. „To czyńcie na moja pamiątkę”(Łk 22,19) to jest bierzcie chleb, mówcie tak jak Ja: „To jest Ciało moje”, a w tejże chwili chleb będzie moim Ciałem w rękach wszystkich kapłanów bez wyjątku, bo moc moich słów jest niezależna od zasługi tego, kto je wymawia. To będzie moje Ciało po wszystkie czasy, po wszystkich miejscach, rozmnożę się na miliony ołtarzy, na miliardy hostii i cząsteczek, a w każdej będę cały, żywy, obecny z człowieczeństwem i Bóstwem. Jakże można wypowiedzieć doskonałość tego miłosiernego daru i porównywać z darami innymi? Wszystkie inne dary Boże, nawet wszystkie sakramenty są przemijające, a Przenajświętszy Sakrament jest nieustannym darem, trwającym w każdej chwili dnia i nocy, aż do skończenia świata. Zawsze On z nami zostaje i gotów nas przyjąć na posłuchaniu, zawsze się modli za nas do Ojca Niebieskiego, zawsze rozważa doskonałości Jego, wychwala je, wielbi, uniża się w imieniu naszym dla oddania chwały Bogu, zawsze dziękuje za nas, błaga o przebaczenie nam grzechów, wynagradza Mu za nie i zadośćczyni – zawsze ofiarowuje się za nas jako Pośrednik przed Ojcem Niebieskim, by odwrócić ciosy sprawiedliwości i wyjednuje Miłosierdzie. Kiedy nasza półkula pogrążona jest we śnie, na drugiej półkuli kapłani trzymają w rękach swoich ofiarę za grzechy świata. Tym sposobem Ojciec Niebieski ustawicznie ma przed sobą Pośrednika jakby zawieszonego między niebem a ziemią, zasłaniającego świat grzeszny swymi ranami, jak to widziała s. Faustyna w zachwyceniu. My o Nim zapominamy, a On pamięta o nas, my Go obrażamy, a On się ofiarowuje za nas, my się często smucimy, a On pociesza nas, – my upadamy pod ciosami pokus, a On wciąż dźwiga nas, umacnia nas i woła: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”(Mt 11,28). Stąd już wnosić możemy jaki to miłosierny dar ustawiczny, ten Przenajświętszy Sakrament i jak złym byłoby nasze serce, gdyby to rozważając nie pobudzało się do coraz większej miłości i wdzięczności Panu Jezusowi oraz do coraz lepszego przygotowania się i godniejszego przyjęcia tego daru w Komunii świętej. Jest to nieskończony skarb łask, z którego zawsze możemy czerpać(…).

 Miłosierne oddawanie się Chrystusa Pana w Przenajświętszym Sakramencie ludziom jest wyrazem najwyższej mądrości, potęgi i hojności Bożej.(…)

 Miłosierdzie Boże zlewające się na nas ustawicznie z Przenajświętszego Sakramentu wkłada na nas obowiązek najwyższej czci i miłości oraz częstego i godnego przystępowania do Komunii świętej i nawiedzenia w kościele. (…)

 Jak głęboka winna być cześć nasza wobec upokorzenia Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie, bo tu się najbardziej uniżył. W żłóbku miał przynajmniej postać dziecięcia, na krzyżu zachował kształt człowieka, a tu niczego nie ma, co by okazywało człowieka, a tym mniej Boga. Słabe postacie przedstawiają się oczom, ale kryją one blask tej samej wielkości, której promień olśnił Mojżesza na górze Synaj, a uczniów na górze Tabor. Ta mała cząsteczka na patenie zawiera Boga nieskończonego, którego niebiosa ogarnąć nie mogą. Jakże to wielkie upokorzenie, wobec którego wiele dusz świątobliwych (między innymi i s. Faustyna) widziało zastępy aniołów dla oddawania bezustannej czci utajonemu Królowi niebios. (…) Obowiązkiem naszym wobec Przenajświętszego Sakramentu jest częsta i godna Komunia, która wywiera zbawienny wpływ zarówno na duszę jak i na ciało. (…)Przez Komunię św. najściślej łączymy się z Panem Jezusem, [tak] że Bóg mieszka w nas, a my w Nim, że przemieniamy się w Niego tak, że stajemy się niejako jednym ciałem i krwią z Nim; że ten kto go godnie przyjmuje, jest jakby drugim Chrystusem; nie żeby Jezus Chrystus przemieniał się w nas, ale my przemieniamy się w Niego. Przyjmując Go często i godnie czujemy, że nie godzi się, aby język, na którym spoczywało Ciało Jezusa, kalał się obmową albo słowami lekkomyślnymi; żeby ciało, które było żywym cyborium Przenajświętszego Sakramentu, skażone było najmniejszą nieskromnością; żeby do serca które było przybytkiem Bóstwa, miało przystęp to co nie jest święte i czyste. Stąd wynika, że Komunia św. powściąga namiętności, przytłumia ogień pożądliwości i w ten sposób powoli leczy naszą niemoc duchową. Niewiasta cierpiąca na krwotok była pewna, że zostanie uzdrowiona, skoro się tylko dotknie brzegu szaty Zbawiciela. Cóż dopiero, gdy się nie tylko szaty dotykamy, ale godnie przyjmujemy Ciało i Krew Pana Jezusa. (…)

 Zaraz po [przyjęciu] Komunii św. nie mówmy nic, a w skupieniu słuchajmy, co Jezus Chrystus mówić będzie do nas w chwili tak drogiej i idźmy za pociągiem łaski. Następnie wzbudzajmy akty uwielbienia, podziwu i miłości. Uniżajmy się przed nieskończoną wielkością Zbawiciela, ofiarujmy uwielbienie aniołów i świętych na dopełnienie swoich niegodnych hołdów. Podziwiajmy Miłosierdzie Boga, zstępującego do nędznego stworzenia. Pragnijmy tylko do Jezusa należeć, wyrzekając się wszystkiego, co jest na świecie. Następnie wzbudzajmy akty dziękczynienia za to niewypowiedziane Miłosierdzie i prośmy, by sam Zbawiciel podziękował od nas niegodnych Ojcu Niebieskiemu. Prośmy zatem z prostotą i ufnością, przedstawiając Mu szczerze nasze nędze i braki rozmaite, potrzeby naszych bliźnich (…). Jest to chwila, w której można o wszystko prosić i wszystko otrzymać. Potem możemy ofiarować siebie samych, poświęcając Mu wszystko, co mamy i czym jesteśmy, aby nami kierował według woli swojej.

Sł. B. ks. M.Sopoćko, Listy z Czarnego Boru, AZSJM, mps, s. 19-28

Źródło: angelus.pl

Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Top