„Karolina” zawstydza i stawia pytania

Obraz Dariusza Reguckiego nie pozostawia obojętnym, stawiając widzowi bardzo konkretne i ważne pytania.

Ten film jest zdecydowanie inny od tego, czym przeważnie karmią (trują?) widza media. Nie znajdziemy w nim epatowania przemocą, choć przecież okoliczności śmierci 16-letniej Karoliny Kózkównej mogłyby do tego skłaniać. Film może obejrzeć widz niemal w każdym wieku. To ważne, szczególnie dla rodziców chcących wybrać się do kina ze swymi pociechami. Jednak dla wielu z nas, zwłaszcza młodych, ukształtowanych przez nowoczesną „sztukę” filmową, obraz Roguckiego może być twardym orzechem do zgryzienia. Reżyser postawił bowiem na narrację daleką od szybkostrzelnego sposobu opowiadania fabuły, tak popularnego we współczesnym kinie. Ten zabieg bez wątpienia wyszedł filmowi na dobre. Oglądanie „Karoliny” nie powoduje zadyszki, wręcz przeciwnie – pozwala na swobodne oddychanie. Ta swoboda konieczna jest, by na bieżąco konfrontować się z dylematami i problemami przed jakimi stają bohaterowie filmu. Są to – nie bójmy się nieco patetycznie stwierdzić – dylematy ponadczasowe. Jeden z nich został wyartykułowany na afiszu promującym film: „Czy jest coś, za co oddałbyś życie”? Obecnie bardzo niechętnie mówi się o jakichkolwiek formach poświęcenia się, tym bardziej rzucenia na szalę własnego życia. Tym bardziej film dotykający tej właśnie rudymentarnej kwestii warto zobaczyć, przede wszystkim by zadać sobie to pytanie. Zadać i na nie szczerze odpowiedzieć.

Reżyser – starając się uwspółcześnić dramat bł. Karoliny – opowiada historię dwójki młodych dziewcząt, którym splot wydarzeń karze zmierzyć się z historią sprzed stu lat. Proste, zdawałoby się polecenie nakręcenia etiudy filmowej o błogosławionej z Zabawy sprawi, że ich życie ulegnie trwałej odmianie. Spotkany przez młode adeptki sztuki filmowej, przeżywający trudności kleryk także będzie musiał skonfrontować swoje życie z zawstydzającą i całkowitą wiernością, która cechowała bł. Karolinę. Zresztą nie tylko on.

Oczywiście „Karolina” stawia o wiele więcej pytań. Nie to jest jednak najistotniejsze. Ważne, że obraz Reguckiego udziela na nie odpowiedzi. Dylematy pokazane w filmie nie są wyssanymi z lewackiego palca problemami, jakimi raczy nas współczesne kino. Ani słowa o takich „elementarnych” przecież kwestiach jak zachwiana tożsamość płciowa, przemysłowa ilość zdrad małżeńskich czy inne „tęczowe” fantasmagorie.

Można podejrzewać, że film Reguckiego nie znajdzie uznania w oczach przyznających wysokobudżetowe nagrody filmowe. Wszechwiedzący krytycy z pewnością wytkną reżyserowi wszelkie istniejące, a także nieistniejące błędy. Będą kręcić nosami na to lub owo. Szkoda ich słuchać. Trzeba ten film zobaczyć, zwłaszcza jeśli postać błogosławionej Karoliny nie jest nam bliżej znana.

Łukasz Karpiel

Artykuł pochodzi ze strony pch24.pl – link do źródłowy

 

 

Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top