Dopóki nie wykorzenimy postkomunizmu, Polska nie będzie mogła właściwie się rozwijać. Garść refleksji na temat postkomunizmu, lokalnych układów, braku edukacji samorządowej i jeszcze o paru innych sprawach.

Problem postkomunizmu dotyczy wszystkich narodów, które około dwudziestu kilku lat temu zdołały w takim lub innym zakresie przezwyciężyć w swoich krajach ustrój komunistyczno-socjalistyczny i swoją zależność od radzieckiego imperium. Zewnętrzne i spektakularne przemiany ustrojowe i społeczne nie do końca niestety idą w parze z realnym usuwaniem pozostałości poprzedniego systemu ze struktur publicznych i gospodarczych. PRL, tak jak cały blok komunistyczny zbankrutował pod względem ekonomicznym, społecznym i moralnym, jednak bankrutując, nie oddał wszystkich swoich aktywów. Funkcjonariusze i ludzie tak czy inaczej żyjący z PRL-u, nie mogąc dłużej utrzymać pełnej państwowej władzy, oddali ją, zatrzymując co tylko możliwe w swoich rękach. Brak pełnego prawnego rozliczenia systemu totalitarnego, jaki niszczył Polskę przez 45 lat, ma swoje negatywne konsekwencje aż do dnia dzisiejszego. Na początku lat dziewięćdziesiątych, rezygnując z pełnej lustracji i przeprowadzenia „polskiej Norymbergi” w stosunku do trzonu działaczy systemu komunistycznego, wszyscy liczyli, że dawni komuniści i aparatczycy odejdą spokojnie na swoje dacze i że sam wstyd nie pozwoli im z nich wrócić do życia publicznego. Niestety, jak wiele już razy w historii, liczenie na wstyd czy choćby bazową przyzwoitość ze strony członków partii komunistycznej okazało się być oczywistą naiwnością, za którą ciągle płacą zwykli ludzie. Gdy po ponad 20 latach, obserwuje się przykłady matactwa w śledztwie smoleńskim czy szkolenia członków Państwowej Komisji Wyborczej na terenie Rosji przez ludzi dawnego KGB,  jawi się to ze szczególną wyrazistością. Otóż okazało się, że dawni działacze PRL nie tylko nie pozostali spokojnie na daczach, ale że w nowoczesnych przebraniach rzekomych europejczyków, liberałów i współczesnych socjalistów, bardzo szybko powrócili do gry. Przez ostatnie 20 lat Polska, podobnie jak inne kraje byłego bloku komunistycznego, ciągle zmaga się z tym niszczącym żywiołem, który jak wąż wielobarwny nieustannie łudzi kolejne roczniki Polaków fałszywymi pojęciami i na tysiące sposobów sabotuje  polską rację stanu, spowalniając tym samym naturalny rozwój Polski. Po dwudziestu latach od zewnętrznej przemiany ustrojowej okazało się bowiem, że aparatczycy wywodzący swoje pozycje z PRL mają dzieci i wnuki. Oczywiście nie chodzi tu o osądzanie nikogo za grzechy rodziców, ale o proste stwierdzenie występowania rodzinnego dziedziczenia usadowienia w świecie oraz naturalnej pokoleniowej zależności, jaka realnie zachodzi, a co bez trudu widzą zarówno zwykli ludzie jak też naukowi badacze tematu.

Rzeczywistość gminna a postkomunizm

Szczególnym wariantem trwania starego systemu jest polska rzeczywistość gminna. Ludzie powiązani w taki czy inny sposób z dawnymi układami towarzysko rodzinnymi oraz zależnościami gospodarczymi świetnie wtopili się w lokalny krajobraz społeczny. W zależności od potrzeb i dominującej koniunktury są oni bardziej czerwoni, zieloni lub błękitni tj. niby europejscy, choć z prawdziwą Europą nie ma to wiele wspólnego. Oczywiście w otoczeniu wiejskim, w zdecydowanej większości każdy z nich to przykładny katolik i przyjaciel Kościoła. Fasada jest bez zarzutu i nie mamy zamiaru się nią tutaj zajmować. Wszak gdy naświetli się i podważy jej wewnętrzną konstrukcję, sama runie i wszyscy będą się dziwić, że przez tyle lat dawali się na nią nabierać. Przecież całą siłą fasadowych struktur i władz, jest brak jawności, brak kontroli obywatelskiej, niewystarczająca energia społeczna oraz istotne braki w podstawowej edukacji obywatelskiej. Gdy przyzwoici ludzie są ganieni za „zajmowanie się polityką”, to polityką zaczynają się zajmować ci, którzy ich ganią. Gdy ci próbują odzyskać pozycje, są piętnowani i wyszydzani przez tych cwańszych. I tak to się toczy w Polsce od ponad 20 lat.

Histeryczne reakcje na wolność słowa i niezależne życie obywatelskie

Część obywateli zdecydowanie nie godzi się na dominację struktur postkomunistycznych i niewłaściwą obecność ludzi związanych z dawnym systemem w życiu publicznym. To zdrowa postawa, która opiera się na przekonaniu, że postkomunizm nie jest żadną alternatywą, lecz chorobą państwa i systemu gospodarczego, na którą cierpią państwa postkomunistyczne. Na gruncie lokalnym wielu wiejskich gmin w Polsce jest pod pewnymi względami gorzej niż w większych miastach czy na gruncie ogólnopaństwowym, choć oglądając ostatnie lata rządów koalicji PO-PSL należałoby się na tym zastanowić, czy to prawda. Gdy na gruncie lokalnym ktoś tylko próbuje się bliżej przyjrzeć takiej tworzonej przez lata budowli uwikłanej w postkomunistyczne zależności, w której użyteczne dla społeczności sprawy są umiejętnie i często zgrabnie splatane z tymi użytecznymi dla mocniejszego lub słabszego lokalnego układu, następuje od razu chorobliwa reakcja i „święte” oburzenie. Już sama próba egzekwowania prawa dostępu do informacji publicznej czy zwykłego przestrzegania procedur regulowanych przez kodeks postępowania administracyjnego powoduje ataki środowisk tak czy inaczej związanych z ośrodkiem lokalnej władzy. Przykładem mogą tu być histeryczne reakcje na powstawanie inicjatyw obywatelskich, a w szczególności na powstawanie wolnej prasy, która słusznie jest nazywana czwartą władzą społeczeństwa demokratycznego. Jak jakiś tam dziennikarz czy inny przybłęda śmie mieć inne zdanie niż „lokalna władza” w takiej czy innej ważnej społecznie i ekonomicznie sprawie! Jak taki dziennikarzyna śmie się od tej władzy domagać przestrzegania prawa? Jak śmie taki wolny obywatel interesować się w ogóle sprawami publicznymi, patrzeć władzy na ręce i jeszcze informować o tym lokalną społeczność! Właśnie działalność prasowa i swobodna komunikacja społeczna są szczególnie niechciane i niebezpieczne dla wszelkich nielegalnych układów, w tym dla wciąż aktywnych i żywych układów postkomunistycznych. Myślenie postkomunistyczne każe nam uznać, że zainteresowanie ludzi sprawami publicznymi jest czymś zbędnym „Nie zajmujcie się polityką, my zrobimy to „profesjonalnie” za was…, by żyło się lepiej…”. Taka postawa jest z gruntu kłamliwa i podstępna. Wiadomo, że każda tak czy inaczej nieautentyczna czy obca społecznie władza nie lubi niezależnej, obywatelskiej inicjatywy, a już w szczególności inicjatywy zorganizowanej prawnie w postaci stowarzyszeń, związków, wydawnictw, organizacji młodzieżowych, zwłaszcza tych harcerskich czyli szczególnie patriotycznie uświadomionych. „My nie lubimy stowarzyszeń”. Po tym zdaniem mógłby się podpisać niejeden lokalny włodarz w Polsce wywodzący się lub w jakiś sposób obecnie przynależący do staro-nowego „układu”, złożonego z grup dobrych kolegów i posiadających podobną historię rodzin. Ten tekst, który wychodzi teraz spod mego pióra również będzie dla wielu nie do zaakceptowania. Rozumiem inny punkt widzenia i to, że każdy może się mylić w pewnych sądach. Dlatego jestem otwarty na rzetelną dyskusję, która wzbogaca każdego kto w niej zechce uczestniczyć. Chciałbym jednak intelektualnie zmagać się realnymi polemikami, a nie doświadczać peerelowskich połajanek. Zobaczymy jak się stanie.

Oddajmy sprawiedliwość nawróconym

Oczywiście trzeba tu wspomnieć o pewnej raczej zapomnianej grupie. Otóż jest pewna wąska grupa ludzi i rodzin, która choć w przeszłości była uwikłana, choćby zawodowo, we współpracę z systemem totalitarnym, odcięła się całym sercem od swojej przeszłości i obecnie próbuje współtworzyć normalną Polskę. Chwała im za to! Ci ludzie, gdy mają odwagę wypowiedzieć swoje nawrócenie publicznie, są największymi orędownikami prawdziwej lustracji i ukarania przestępstw PRL-u. Mają oni też w sobie pokorę, tych którzy się w przeszłości pomylili, która to pokora dodaje ich świadectwom szczerego autentyzmu chroniąc jednocześnie od „konserwatywnej pychy”, którą noszą ci, którzy rzekomo nigdy nie zbłądzili. Takich prawdziwie nawróconych i jawnie o tym mówiących ludzi PRL chcielibyśmy widzieć jak najwięcej. Niestety bardziej widoczny na zewnątrz i chyba częściej funkcjonujący jest następujący schemat. Dziadek w UB, tatuś w PZPR, synek „ueuropejczyk” i przedstawiciel lokalnej władzy lub jeszcze lepiej, prezes/dyrektor na jakimś pokomunistycznym majątku przejętym przez postpezetpeerowski albo zagraniczny kapitał. Niestety, tak to często wygląda, gdy prześledzi się w KRS społeczno ekonomiczną siatkę zależności i historię konkretnych osób i spółek.

Fałszywa prawica, pozorny patriotyzm

Trzeba powiedzieć, że w struktury i procesy broniące pozostałości postkomunistycznych w życiu publicznym, wpasowali się również niektórzy wcześniejsi, nie wiemy na ile autentyczni, uczestnicy życia opozycji antykomunistycznej. Mamy tego przykłady wśród wysokich urzędników państwowych i oczywiście wśród lokalnych działaczy samorządowych. Nie chcę tutaj rozpisywać się na ten temat, gdyż jest to zagadnienie warte oddzielnego tekstu. Chcę tylko podkreślić, że przyczyny takich transferów leżą moim zdaniem, bądź w tym, że dany „opozycjonista” nigdy nie był tym, za kogo go uważaliśmy, albo w zwykłej słabości moralnej, która wie, że „życie ma swoje prawa…” i że „trzeba jakoś sobie radzić…”. Oczywiście stwierdzenia te są prawdziwe. Każdy człowiek ma prawo do słabości, która jest stałym defektem ludzkiej natury. Problem pojawia się w tedy, gdy ktoś za przeproszeniem „rżnie starego antykomunistę i bohatera” a w istocie rzeczy jest zwykłym koniunkturalistą, który jeżeli robi, to co robi powinien chociaż siedzieć cicho i nie ośmieszać przyzwoitych ludzi między których się wkręca. Obecność takiej fałszywej prawicy i pozornych patriotów w życiu społecznym jest szczególnie bolesna dla autentycznych środowisk patriotycznych. Czasami ma się wrażenie, że niektórzy ludzie tylko dlatego weszli w struktury życia obywatelskiego, aby potem kompromitować dane środowisko. Są oni często większymi szkodnikami dobra publicznego niż sami postkomuniści. Podobny schemat kompromitacji jest czasem stosowany w stosunku do kościoła, gdzie dana osoba wchodzi zewnętrznie w stan duchowny, aby potem ośmieszać i zniekształcać obraz Kościoła Katolickiego. Ciekawe, że takie osoby są chętnie zapraszane do większości mediów.

Trudna pozycja kapłanów w środowiskach z wpływami postkomunistycznymi

W ciekawej socjologiczne i psychologicznie ale szczególnie trudnej „zawodowo” i duchowo sytuacji są tutaj proboszczowie parafii. Z natury rzeczy muszą oni współpracować z urzędnikami i starać się żyć z nimi w zgodzie, dla pewnego dobra i zewnętrznego choćby ładu całej wspólnoty. Muszą oni to jednak zawsze robić mając najpierw na względzie prawdę i dobro wiernych oraz wzrost ich życia duchowego, unikając choćby najmniejszych pozorów niezdrowego sojuszu między tronem a ołtarzem. Jeżeli taki sojusz dochodzi do skutku, zawsze wywołuje zgorszenie i jest niszczący dla lokalnej wspólnoty wierzących opartej na naturalnym zaufaniu ludzi do swoich kapłanów. Szukając podobającej się Bogu równowagi, kapłani zawsze muszą raczej starać się być bliżej zwykłych ludzi, niż nadmiernie dbać o poprawność stosunków z przedstawicielami władzy; a już broń Boże, dbać o tą poprawność nie zważając na krzywdę zwykłych ludzi. Swoistym polskim paradoksem są przypadki, w których proboszczowie wchodzą w alians z tymi lokalnymi urzędnikami, którzy są związani towarzysko i „społecznie” ze środowiskami postkomunistycznymi i świadomie bądź częściej nieświadomie, tworzą wspólnie z nimi nieformalny lokalny front walki przeciwko środowiskom patriotycznym i katolickim dając się przez to siłom postkomunistycznym manipulować. Pomijając przypadki, gdy alians taki powstaje na skutek nieuczciwości konkretnego kapłana, należy stwierdzić, że w większości przypadków dzieje się tak na skutek zbyt słabego rozeznania i wyrobienia społecznego osób duchownych. Pocieszające jest to, że gdy rządzi dobra wola, po głębszym rozeznaniu i zapoznaniu się ze wspólnotą, otwartość na prawdę obu stron zawsze w końcu znosi wszelkie nieporozumienia i prowadzi do tym mocniejszego zjednoczenia się lokalnego Kościoła wokół swojego pasterza.

Ciało obce w polskim życiu publicznym

Niektórzy zadają pytanie dlaczego postkomunizm jest tak szkodliwy? O konsekwencjach i szkodliwości postkomunizmu w życiu publicznym, ale też prywatnym można napisać przynajmniej kilka książek. Zwracamy tu pobieżnie uwagę na kilka istotnych spraw. Przede wszystkim należy stwierdzić, że postkomunizm jest pozostałością po systemie totalitarnym, i to po systemie totalitarnym narzuconym przez żywioł ludzki pochodzących w dużej mierze, mówiąc najogólniej i bardzo nieprecyzyjnie, z zachodnio azjatyckiego kręgu kulturowego. Ten „azjatycki” krąg kulturowy opiera się na zupełnie obcych nam podstawach cywilizacyjnych i prawnych. Dlatego postkomunizm będący nienaturalną dla Polski pozostałością po tym azjatyckim panowaniu jest obcym ciałem na tle obyczajowości i kultury polskiej, która zawsze była bliska europejskim korzeniom kulturowym czyli greckiej filozofii, rzymskiemu prawu i chrześcijańskiej duchowości w wydaniu zachodnim. Postkomunizm jako obce cywilizacyjnie ciało jest czymś, co zakłóca normalne działanie społeczności i w ogóle funkcjonowanie życia publicznego. W sytuacji gdyby musiał on funkcjonować jako zwykła siła kulturowo organizacyjna nie stanowiłoby to problemu, gdyż bardzo silna i atrakcyjna polska kultura łatwo by go zasymilowała i niejako wtopiła w normalny obieg życia, co w konsekwencji oznacza jego zniszczenie i zanik. Problem bierze się stąd, że postkomunizm, mam tu na myśli ludzi, organizacje i relacje społeczne, ekonomiczne i urzędowe jakie wspólnie oni tworzą, nie działają na równych zasadach społecznych. Jako spadkobiercy poprzedniego systemu ludzie ci odziedziczyli ogromny kapitał materialny i organizacyjny, który w dużej mierze przenieśli zarówno w formalny jak i nieformalny sposób od czasu oficjalnego upadku komunizmu w Polsce do współczesności. Dzięki temu staremu kapitałowi, który przez te ponad 20 lat od początku transformacji próbują zachowywać i pomnażać, siły pro-postkomunistyczne wciąż mają oni silną nad-reprezentację w polskim społeczeństwie, i przez to mogą z taką łatwością wpływać na życie publiczne w Polsce. Oczywiście pozytywne procesy asymilacyjne prowadzące do całkowitego wykluczenia postkomunizmu z życia wspólnoty będą postępowały, jednak bez zdecydowanego  uregulowania prawnego (jak to było w przypadku sądu nad nazistami niemieckimi po drugiej wojnie światowej) będzie to proces niepotrzebnie wydłużony, a w przyszłości może się jeszcze okazać, że komunizm i cały okres państwowości totalitarnej w Polsce to było coś nie tak złego. Wszak tego typu głosy już teraz są promowane przez oficjalne organy w Federacji Rosyjskiej.

Postkomunistyczny materializm obcy kulturze i obyczajowości polskiej

Wydaje się, że jako obce cywilizacyjnie ciało, i to w najgorszym wydaniu tamtej „cywilizacji”, bo w wydaniu prymitywizmu materialistycznego, postkomunizm jest istotnie sprzeczny z tym, co w kulturze i historii Polski najpiękniejsze i najwznioślejsze. Mam tu na myśli przeniknięcie polskiej kultury pierwiastkami duchowymi i religijnymi oraz wszechobecny klimat osobistej wolności i obywatelskiej aktywności. Wszak niejako wewnętrzną cechą rdzennie polskiej kultury i polskiego obyczaju jest ścisłe splecenie ich z chrześcijaństwem, a w szczególności z katolicyzmem. Ten splot ma w Polsce tak dużą realną siłę, że mimo czterdziesto pięcioletniej historii ateistycznego państwa totalitarnego, oraz po ponad dwudziestu kilku latach programowej (nie mam wątpliwości) ateizacji ze strony ideowych ośrodków liberalizmu zachodniego, nasi postkomuniści, choć jest to obce ich tradycji i przekonaniom, pod milczącą kulturową i obyczajową presją naturalnie wywieraną przez lokalny ethos, często jednak uczestniczą w życiu liturgicznym Kościoła, choć realnie pozostają oni na jego moralnych i duchowych obrzeżach.

Postkomuniści zagrożeniem dla suwerenności Polski

Trzeba wiedzieć, że postkomunistyczne siły i środowiska, jako wywodzące się z dawnych struktur okupanta, stanowią zawsze zagrożenie dla współczesnej niepodległości i suwerenności kraju. Mając niejako w sobie nabyte w przeszłości wewnętrzne przyzwolenie na kolaborację z okupantem czy wprost na współtworzenie obcych struktur są oni niejako naturalnym podnóżkiem do działań zagranicznych wywiadów oraz dla ekspansji tych, spośród międzynarodowych koncernów, które nie chciałyby działać z poszanowaniem lokalnego prawa czy z uszanowaniem zastanej konkurencyjności rynku, które to pojęcie jest im najczęściej zupełnie obce. Przykładów w tej materii można by mnożyć bez liku. Ostatnie przypadki szeroko dyskutowanych w prasie niejasnych relacji byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, jak też byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego z przedstawicielami biznesu rosyjskiego, a z drugiej strony zawarte w przeciekach wywiadowczych (tzw. wikileaks o Polsce) praktyki lobbowania za przyjęciem GMO w Polsce przez wice premiera Waldemara Pawlaka niech posłużą jako wystarczające przykłady szkodliwych acz nieformalnych działań ośrodków pro-postkomunistycznych. Analogiczne procedery, na mniejszą skalę, mogą mieć również miejsce na terenie wspólnot samorządowych, które zupełnie sobie nie potrafią z nimi radzić. Kontrole, sprawy sądowe i doniesienia prasowe pokazują, że problemy i napięcia występują prawie zawsze tam, gdzie mamy do czynienia z przepływami finansowymi, a szczególnie z przepływami pomiędzy sektorem prywatnym a samorządowym.

Blokowanie edukacji i swobodnego rozwoju życia obywatelskiego

Przeciętni radni małych wspólnot samorządowych są z reguły gorzej merytorycznie, technicznie i psychologicznie przygotowani do sprawowania swojego mandatu niż środowiska postkomunistyczne, które dziedziczą pewną tradycję i technikę rządzenia po swoich poprzednikach, którzy dominowali w Polsce prawie przez pół wieku. Tej właściwej rodzimej tradycji i techniki rządzenia brakuje często naturalnemu obywatelskiego żywiołowi w Polsce. Naprawienie tych niedostatków po czasach wojny, a szczególnie po czasach komunizmu, powinno być wspomagane przez państwo i instytucje lokalne. Patrząc na gminy wiejskie w Polsce, wątpię, czy od roku 1989 było w większości z nich przeprowadzone choć jedno profesjonalne szkolenie dla radnych, dzięki któremu mogliby zdobyć podstawową wiedzę na temat sprawowania mandatu, a potem na tej podstawie doskonalić się w coraz bardziej wyspecjalizowanych obszarach aktywności samorządowej. Cykl takich praktycznych szkoleń powinien dla radnych być czymś, co rozpoczyna każdą nową kadencję rady gminy i powinien być on finansowany ze środków samorządu. Koszty takiego kilkudniowego szkolenia są znikome w porównaniu z korzyściami dla gminy. Obstawiam jeden do dziesięciu, że propozycja przeprowadzenia takiego szkolenia spotkałaby się z cichym sprzeciwem i sabotażem ze strony środowisk postkomunistycznych obecnych w większości gmin. Środowiska postkomunistyczne są bowiem z natury rzeczy przeciwne wszelkiemu wzrostowi obywatelskiej i publicznej świadomości. Tworząc strukturę półformalną i quasi mafijną dążą one do zamknięcia układu i zablokowania rozprzestrzeniania się wszelkiej wiedzy a szczególnie społecznej świadomości na temat sposobów i technik działania układów w konkretnych społecznościach. Takie hamowanie na wszelkich możliwych szczeblach naturalnego, swobodnego życia obywateli jest właśnie cechą środowisk postkomunistycznych, ale też paradoksalnie bliskim im środowisk tzw. liberalnych, które choć przybierają różne maski wolnościowe, tak naprawdę przynależą do totalitarnego nurtu postrzegania rzeczywistości społecznej i z definicji dążą do zwiększania inwigilacji i wszelkiej możliwej kontroli organów państwa nad życiem obywateli.

Wykluczenie zamiast otwartej dyskusji

Cechą środowisk postkomunistycznych, jak zresztą wszystkich, którzy nie działają ze względu na dobro publiczne i prawdę, ale kierując się własnymi celami jest to, że w przypadku spotkania się z krytyką unikają rzetelnej wymiany argumentów. Środowiska te, świetnie radzące sobie w stosowaniu wszelkich technik wykluczenia społecznego, ośmieszania liderów przeciwnych obozów czy powtarzania chwytliwych kłamstw są z reguły nieprzygotowane na merytoryczną, otwartą dyskusję o realnych problemach. Łatwo zrozumieć ich obawy skoro funkcjonują oni w sprawach publicznych niejako wtórnie patrząc głównie na interes własny i danej grupy układowej. Tym, co ich zachęca do takiego postępowania jest niestety przyzwolenie społeczne i milczenie o problemach lokalnej społeczności. Mieszkańcy danej społeczności zachowują często niewolnicze milczenie o sprawach, o których nie tylko powinno się rozmawiać, ale o których należy trąbić! Z pomocą postkomunistom idzie tu chorobliwa już poprawność polityczna, która wyłącza ze społecznego i prywatnego też dialogu całe sfery rzeczywistości. Chronicznie milczy się o sprawach, które od już od lat powinny być edukacyjnym standardem krajów postkomunistycznych. Powinno się już od początku drogi edukacyjnej uczyć dzieci o zagrożeniach totalitaryzmu, jego konsekwencjach i mechanizmach, co o całe lata przyspieszyłoby usuwanie postkomunistycznych pozostałości w życiu publicznym. To o czym się czasami nieśmiało szepcze powinno być głośno i jasno wypowiadane w ramach edukacji publicznej, tak aby w ciągu kilku lat dokonać edukacyjnego przeskoku jeżeli chodzi o te zagadnienia. Taki edukacyjny przeskok sprawiłby, że mielibyśmy ten etap raz na zawsze za sobą, a ewentualni piewcy i obrońcy postkomunizmu zostaliby w świadomości młodego pokolenia skompromitowani.

Wolność tylko dla tych, którzy dobrze płacą

Mówiąc o zagrożeniach jakie stanowią środowiska pro-postkomunistyczne dla wolności życia obywatelskiego i ekonomicznego należy zwrócić uwagę, że sami postkomuniści i działający z nimi w wielu sprawach po jednej linii tzw. liberałowie promują w różnych postaciach wolność, udając jej zwolenników. Szkoda, że robią to tam, gdzie nie jest korzystne dla zwykłych ludzi i polskiej gospodarki. Na przykład od lat bronią oni wolnego rynku w Polsce, otwierając go w momencie gdy nie jest on w pełni gotowy do konkurencji z wielokrotnie silniejszymi podmiotami globalnymi. Kończy się to po prostu przejęciami najlepszego majątku narodowego przez obcy kapitał – przykłady sztandarowe to polski sektor bankowy sprywatyzowany właśnie przez polskie siły pro-postkomunistyczne, Telekomunikacja Polska kupiona przez zagranicznych inwestorów, jak też PZU czy PKO BP, których akcje są stopniowo wyprzedawane. Te prywatyzacje to wielki skandal narodowy, a przecież takich mniej znanych przykładów wyprzedaży majątku narodowego są dziesiątki tysięcy.

Oczywiście to myślenie w kategoriach wolności dla silnych czyli wolności dla tych, którzy lepiej płacą, ma też swoje przejawy na gruncie samorządów gminnych. Gościnność dla koncernów, a utrudnienia dla polskiego kapitału to standard w wielu gminach w Polsce. Nieliczenie się z interesem lokalnej społeczności, a forsowanie interesu silnego inwestora jak w przypadku planów inwestycyjnych w postaci farm wiatrowych na terenach przylegających do istniejących wsi na obszarach naturalnie przeznaczonych pod osadnictwo. Inny przykład to rezygnacja z negocjowania opłat funkcjonujących od kilkunastu lat odstępowanie od przetargów na dzierżawę działek i nieruchomości gminnych dla dużych prywatnych firm. Często dzieje się to przy milczącej akceptacji organów nadzorczych, co potwierdzają sprawozdania z kontroli przeprowadzonych przez Najwyższą Izbę Kontroli. Bez problemu można wymienić jeszcze kilka drażliwych a nawet skandalicznych przykładów szerzenia „wolności” gospodarczej dla silnych przy jednoczesnych lekceważeniu głosu i interesu słabszych. Takie postępowanie to przepis na zupełne wywłaszczenie Polaków z ich własności. Chce się sprzedawać ziemię, prywatyzować lasy, koleje, sektor energetyczny i paliwowy. To jest właśnie otwartość i wolność gospodarcza w wydaniu postkomunistów i ich pomocników. I to również jest temat na oddzielny tekst.

Chodzi o zamknięcie nas i przetrzymanie jak najdłużej w fałszywej przestrzeni historycznej

Postkomunizm jest pewnym stanem historycznym, który następuje po okresie dominacji totalitarnego państwa komunistycznego w danym kraju. Jak długo on trwa i jak wiele patologii zawiera zależy od konkretnych uwarunkowań i zdrowia konkretnej tkanki społecznej dane narodu. Problem w tym, że polscy postkomuniści i pro-postkomuniści czyli na przykład tzw. środowiska liberalne chcieliby nas na zawsze zamknąć postkomunistycznej przestrzeni społeczno historycznej, która z każdy rocznikiem jest coraz uciążliwiej odczuwana. Pro-postkomuniści w ogóle negują problem występowania anomalii posttotalitarnych i jak mogą opóźniają oni naturalny proces anihilacji czynników postkomunistycznych. Dzieje się tak dlatego, że zarówno dla tzw. liberałów jak i dla postkomunistów największym wrogiem są zwykli obywatele, którzy chcą prowadzić naturalne i niezależne życie publiczne, czyli innymi słowy ci, którzy chcą „być u siebie” i działać dla dobra wspólnego danej społeczności, a nie dla takich czy innych sił zewnętrznych, które lokalną społeczność traktują czysto przedmiotowo.

Który kraj jest najbliższy zwalczenia postkomunizmu?

Wydaje się, że krajem, który jest najbliższy zwalczenia postkomunizmu są Węgry. Otóż Węgrom udało się jako pierwszym zwalczyć postkomunizm na poziomie prawnym, co otworzyło im możliwość całkowitego wyrugowania postkomunistycznych dewiacji z życia publicznego. Było to możliwe dzięki całkowitemu zwycięstwu w ostatnich wyborach na Węgrzech w 2010 roku, bloku Fidesz, którego liderem jest Viktor Orban. To wspaniałe i niesłychane zwycięstwo, jakie nastąpiło po 8 latach wyniszczających rządów postkomunistów na Węgrzech. Potrzeba było 8 lat grabieży i niszczenia gospodarki przez jej zadłużanie z jednej strony i wyprzedaż majątku narodowego z drugiej strony. Nic innego nie robi obecna koalicja rządząca w Polsce, która choć ma takie nazwy, nie jest ani ludowa, ani obywatelska. Czy Polacy, podobnie jak to zrobili Węgrzy, zdołają zrozumieć i odrzucić łupieżczy mechanizm prowadzący nasz kraj do ruiny gospodarczej, zdrowotnej i edukacyjnej? Zobaczymy.

Kilka innych słów z trochę wyższego rejestru.

Przed nami w służbie dla Polski setki tysięcy straciło życie, a dziesiątki tysięcy same je zaryzykowało i oddało. Gdy się człowiek nad tym zatrzyma, nie może w to uwierzyć. Tyle ofiar, tyle prześladowań za to, że chce się żyć normalnym życiem we własnym kraju. Z powodów wiadomych jedynie Bogu, tamtym pokoleniom nie było dane doświadczyć zewnętrznego zwycięstwa wolnej Polski i normalnego życia we własnym kraju. Ale przecież te ofiary nie były daremne. Ta narodowa niepojęta hekatomba zobowiązuje nas do kontynuacji wysiłku w naszym czasie historycznym i za pomocą tych środków i narzędzi, które dobry Bóg nam powierzył.

Rotmistrz Pilecki powiedział kiedyś, gdy wszytko wydawało się już stracone, a komunizm umacniał swoje czerwone stanice w całej Polsce, takie słowa: „Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć.”. My też powinniśmy znajdywać w sobie tą szlachetną i radosną nić upodobania do cierpliwej i rozumnej walki dla zwycięstwa.

Osobiście jestem głęboko przekonany, że pokolenie lat 70 tych jest pokoleniem współczesnych zwycięzców, a nasze dzieci są dziećmi zwycięzców i że będzie nam dane to, co nie zostało dane rotmistrzowi Pileckiemu i dziesiątkom tysięcy innych polskich ofiar systemu komunistycznego. Będzie nam dane odniesienie zwycięstwa nad pozostałościami totalitarnych utopi i wszelkimi przejawami postkomunizmu i zła, jaki znajdujemy jeszcze w naszej Ojczyźnie. Wierzę, że oprócz zwycięstwa moralnego i wewnętrznego, które już w jakiś sposób stało się rzeczywistością, doświadczymy również zwycięstwa zewnętrznego polegającego na osiągnięciu naturalnego obywatelskiego ładu życia i pracy dla Polski. Mówiąc wprost, wierzę, że doświadczymy zwycięstwa prawej Polski.

Autor: mli

Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Komentarze do: “Dopóki nie wykorzenimy postkomunizmu, Polska nie będzie mogła właściwie się rozwijać. Garść refleksji na temat postkomunizmu, lokalnych układów, braku edukacji samorządowej i jeszcze o paru innych sprawach.

  1. persodrom Post author

    Spodziewałem się, że po publikacji tego tekstu zaczną się dojrzałe polemiki i dyskusje – a tu cisza. Szkoda. Dialog to początek rozwiązania problemu.

    Reply
    • adam

      Wielkie politykowanie nas nie interesuje. Na szczeblu gminnym to układów już teraz nie ma, bo są bezpośrednie wybory i wygrywają je zwykle ludzie dobrze oceniani przez wyborców. Problem jest tam gdzie są wybory partyjne. Do powiatu, do sejmiku, do sejmu. I Starosta wybierany przez radnych. Każda partia to postkomuna, takze pis i platforma.

      Reply
      • persodrom Post author

        Tu właśnie nie chodzi o żadne „wielkie politykowanie”. Postkomunizm jest zjawiskiem partyjnym tylko w pewnym stopniu. Oczywiście poskomunistom zależy na zawładnięciu instytucjami. To naturalne. W istocie jednak postkomunizm jest zjawiskiem również gospodarczym, towarzyskim, nieformalnym uwikłaniem, wspólną historią – tym bardziej na szczeblach lokalnych.

        Ludzie nie mają orientacji w wielu sprawach. W dużym stopniu wybierają maski i własne iluzje a nie ludzi. Są w głównej mierze jako obywatele ofiarami braku swojego zainteresowania. Taka jest prawda. Spowodowane jest to niskim stopniem zorganizowania społecznego i brakiem lokalnej komunikacji społecznej niezależnej od układów władzy. Ten niski stopień obywatelskiej ale też szerzej społecznej organizacji jest właśnie cechą państw postkomunistycznych. My musimy to na gwałt odbudowywać. Analizując życie społeczne na przykład w Stanach Zjednoczonych w latach 1910- 1930 można od razu zauważyć, jak mocna była już wtedy tamta społeczność w porównaniu z Polską 2013. To, co my próbujemy w Polsce robić, przy wielu sprzeciwach władzy, która nie lubi przecież stowarzyszeń i ruchów oddolnych – co jest jej wielkim grzechem ciężkim, Amerykanie robili już 100 lat temu.

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top