Jeśli wydaje się Państwu, że Putin zmuszony do zrzucenia skóry łagodnego baranka odsłonił prawdziwe oblicze, mylą się Państwo. Obraz Rosji miotającej pogróżki jest równie zakłamany co tej kochającej pojednanie. Mamy bać się takich jej działań, których wcale nie podejmie. I ze strachu zaniechać przygotowań do realnej agresji. „Gazeta Polska” prezentuje aktualne rosyjskie strachy, zachęty i „ludowe mądrości” dla Polaków.
1) Jeśli będziemy wobec Rosji ugodowi, mamy większe szanse uniknąć wojny
To absurd, co nie zmienia faktu, że tak myśli duża część Polaków, a partie rządzące ich w tym utwierdzają. PSL posunął się nawet do tego, że w swoich gazetkach rozprowadzanych na wsi umieścił hasło „PiS=wojna” z atomowym grzybem nad Polską. „Kto zapewni, że jeśli rusofob Kaczyński dojdzie do władzy, to nie wyśle na Ukrainę polskich żołnierzy i nie wywoła wojny z Rosją?” – padło pytanie. Na to, że wśród przestraszonej części Polaków taka retoryka może być skuteczna, wskazywał wzrost notowań PO tuż po wybuchu wojny, przed wyborami do PE.
Jak jest naprawdę? Celem Putina jest odbudowa imperium poprzez – na początek – podporządkowanie sobie dawnych państw Układu Warszawskiego, wśród których Polska ma znaczenie kluczowe. Twierdzenie, że Putin kieruje się w realizacji tego planu emocjami – wzruszają go gesty pojednania, a hardość prowokuje do agresji – to naiwność.
Polityka rosyjska jest jak partia szachów. Kto ma jakiekolwiek pojęcie o strategii Rosji, wie, że ona działa od wieków metodami przejętymi od Mongołów – korumpuje elity kraju, który chce podbić lub zwasalizować (jak Polskę przedrozbiorową lub przedsmoleńską), doprowadza do jego moralnego rozkładu, upadku woli walki, i wreszcie niszczy bezbronny organizm.
Prowadzenie przez Polskę polityki ugodowej wobec Rosji nie jest możliwe. Ona uzna za akt wrogości każde realne polskie działanie na rzecz wzmocnienia własnej siły. Za taki uznawała wejście Polski do NATO, skutecznie przeciwstawiała się tarczy antyrakietowej w naszym kraju, dziś zrobi wszystko, żeby nie powstały u nas bazy NATO.
Przed wyborami do PE Tusk mówił, że zdecydują one, czy 1 września polskie dzieci pójdą do szkoły. To była dezinformacja. Polsce będącej członkiem NATO nie grozi atak w krótkiej perspektywie.
Atak militarny grozi nam natomiast w ciągu kilku lat, może dziesięciolecia, jeśli nie wzmocnimy siły swojego państwa i pozycji międzynarodowej (np. poprzez obecność amerykańskich żołnierzy). Jeśli nie odważymy się denerwować Rosji teraz, gdy zajęta Ukrainą nic nam nie może zrobić, zapłacimy za to, gdy przyjdzie na nas kolej.
Dlatego utrzymywanie się w Polsce u władzy Bronisława Komorowskiego oraz PO z PSL jest niemal gwarancją, że za ileś lat na polskie domy spadną bomby.
2) Rosja ma potężne siły zbrojne, natomiast nie ma w Polsce liczącej się agentury
Rosja chce, żeby świat myślał o niej jako o niezwyciężonej militarnej potędze. Każdego 9 maja parady zwycięstwa organizowane są z gigantycznym rozmachem. Rozganianie chmur, butne pieśni, imponujące wyglądem wyrzutnie rakiet – tym stara się ona porazić wroga.
Rzeczywistość rosyjskiej armii zdecydowanie odbiega od owych demonstracji. Podczas wojen z malutką Czeczenią doznawała ona drastycznych porażek. Degeneracja oficerów i żołnierzy jak również stan zaniedbanego wojskowego sprzętu dopełniały opisu sytuacji. W ostatnich latach Rosja przeznaczyła olbrzymie środki na modernizację armii, jednak w porównaniu z potencjałem NATO jest ona zdecydowanie słabsza.
O ile Rosja chce, żebyśmy drżeli przed jej armią, o tyle mamy nic nie wiedzieć o jej agenturze w polskich partiach politycznych, mediach czy biznesie. Rosyjska agentura ma się nam kojarzyć co najwyżej z marginalnymi, skrajnymi ugrupowaniami.
Jest dokładnie odwrotnie: armia rosyjska jest dla nas na obecnym etapie całkiem niegroźna, natomiast groźna jest jej agentura w Polsce. Jej siłę pokazuje fakt, że przez 25 lat nie potrafiliśmy uniezależnić się od rosyjskiego gazu.
Obecnie międzynarodowa koniunktura dla Polski jest DOBRA. Dzięki Majdanowi i twardej postawie Ukraińców Putin musiał się zdecydować na walkę zbrojną, rujnującą wizerunek reformującej się Rosji , którym hipnotyzował Zachód.
Gdyby polskie władze naprawdę reprezentowały nasze interesy, mogłyby w tych dniach wiele zrobić dla umocnienia naszej siły. Argument, że trzeba wzmocnić Polskę jak frontowe państwo NATO, stałby się na jego forum trudny do zbicia.
Tymczasem polskie władze nie wykazują tu żadnej własnej, mocnej inicjatywy. Polski establishment, który zachował się po Smoleńsku jak rosyjska agentura, obecnie je w proteście przeciwko Putinowi polskie jabłka.
3) Pomagając Ukrainie, realizujemy cudze interesy kosztem własnych
Czy jest możliwe, by ktoś nie rozumiał, że skoro mamy na wschód od siebie otwarcie wrogie nam państwo liczące 150 milionów mieszkańców i to państwo chce podporządkować sobie kraj innego naszego sąsiada, który ma 50 milionów mieszkańców, nie jest to w naszym interesie? Że lepiej, byśmy nie mieli przeciwko sobie 200-milionowej potęgi?
źródło: niezależna.pl









fakty, czyli jak głosuje Smolarz już nie pierwszy raz przeciwko człowiekowi mówią same za siebie, więc niech nie ośmiela się więcej wręczać róż kobietom w Dniu Kobiet i przysyłać pocztą kłamliwych laurek, o obłudo ludzka……