Prawie 60 proc. młodych ludzi którzy pięć lat temu pracowali na tzw. umowach cywilnych czy na czas określony, pracuje tak do dziś, albo nie ma pracy – alarmuje jeden z dzienników.
Eksperci sprawdzili w 2013 r., co się dzieje z osobami, które w 2008 r. miały niestandardową formę zatrudnienia. Po pięciu latach pracy na umowie cywilnej czy czasowej tylko niespełna 37 proc. ankietowanych zdobyło umowę na czas nieokreślony. 5 proc. przeszło na samo zatrudnienie.
A pozostali – niemal 60 proc. – pozostawali na umowach cywilnych, czasowych lub wcale nie pracowali. Bożena Borys-Szopa, była Główny Inspektor Pracy mówi, że dopóki rząd nie zdecyduje się na definitywną walkę z zatrudnieniem na podstawie innych umów niż te o pracę, to wciąż będziemy się z tym problemem borykać.
– Nie przemawiają do mnie takie uzasadnienia, że: nieważne, jak człowiek jest zatrudniony, ważne, że ma pracę, bo to nie jest prawda – ponieważ dotyczy to głównie młodych ludzi, a oni potrzebują przede wszystkim możliwości wzięcia kredytu, możliwości – choćby – załatwienia internetu, telefonu komórkowego. Niczego nie załatwią, jeżeli nie mają umowy o pracę, więc to jest olbrzymi problem, jeżeli mówimy o rozwoju społecznym, zwłaszcza nakierowanym na młodych ludzi. To z tym problemem, jak również z drugim, szalenie istotnym – a mianowicie zatrudnieniem „na czarno” musimy rozpocząć zdecydowaną walkę – zaznacza Bożena Borys-Szopa.
Przedsiębiorcy przekonują że dopóki rząd nie ograniczy szarej strefy, firmom nie będzie się opłacało zatrudniać na etat.
źródło: radiomaryja.pl








