Refleksje po wysłuchaniu kilku gorzkich słów prawdy, jakie wypowiedział wicestarosta Wójcik do wójta Firleja pamiętnego dnia 23 stycznia 2014.

Na sesji 23 stycznia 2014 byliśmy świadkami nieoczekiwanego dość zdarzenia. Otóż przy okazji dyskusji na temat rozbudowy remizy w Woli Przybysławskiej wicestarosta Robert Wójcik wypowiedział kilka, rzec można bardzo krytycznych a przy tym istotnych czy strategiczny prawd na temat niskiej jakości zarządzania gminą Garbów w wykonaniu obecnego wójta Kazimierza Firleja.

Najpierw o wyzywaniu. ” Przyzwyczaiłem się do tego, że pan mnie szkaluje, gdzie pan tylko może”

Już jedynie powyższe słowa w ustach wicestarosty Wójcika, które skierował on publicznie do wójta Firleja, muszą budzić emocje. Wicestarosta twierdzi, że wójt gminy Garbów „szkaluje go gdzie może”. Kiedyś może potraktowałbym to jako zabieg retoryczny, ale doświadczając tego szkalowania i wyzywania ze strony wójta osobiście, wiem, że to nie retoryka. To praktyka „komunikacji” publicznej realizowana przez  obecnego wójta. Pan wicestarosta wypowiada na ten temat np. takie słowa:

„Wielokrotnie zdarzało mi się, przez wiele lat słyszeć różne nieprzyjemności od pana wójta, różne szeptane rzeczy na zebraniach oficjalnych czy też półoficjalnych w mojej sprawie… do tej pory zaciskałem zęby i nie odpowiadałem na te dziwne różne zaczepki. Ale są pewne granice i pan panie wójcie te granice ostatnio przekroczył mówiąc w taki a nie inny sposób na zebrani oficjalnym protokółowanym”.

Tutaj wicestarosta odczytuje fragment z protokołu z komisji finansów, gdzie wójt Firlej lekceważąco i obraźliwie wyraża się o panu Wójciku, panu pośle Łopacie i oczywiście o radnym powiatowym z Garbowa i Jastkowa, panu Niedbale. Po odczytaniu bulwersującego rzeczywiście fragmentu, w którym pada na przykład lekceważące sformułowanie „chłopaki się podpalili” następuje jasne wezwanie wicestarosty:

„Panie wójcie, nie życzę sobie, aby pan moim nazwiskiem sobie gębę wycierał, tak samo posła Łopaty. Nie zasłużyliśmy sobie na to (…) Nie życzę sobie, aby w przyszłości wycierał pan sobie gębę nazwiskiem moim czy posła Łopaty.”

Krótko i na temat. Myślę, że w gminie jest więcej osób, które sobie również nie życzą tego, co powiedział pan wicestarosta.

Co oznaczają te wypowiedzi? Dla mnie jest jasne, że w gminie Garbów mamy problem z niedozwoloną komunikacją społeczną. Nie powiem, że wszystko jest w porządku bo tak nie jest. Wójt nadużywa daru mowy i niektórzy są tego świadkami od wielu lat. Na ostatniej sesji jasno o tym powiedział sam wicestarosta.

 

” pan ważną dla Woli Przybysławskiej inwestycję blokuje dlatego, że myśmy obiecali pomoc”. Zawiść ważniejsza od wspólnej korzyści.

Ten cytat z pana wicestarosty odsłania nam mechanizm, który wskazuje na to, że wójt rezygnuje z ubiegania się z dotacji unijnej ponieważ przy tej okazji mogliby skorzystać pomagający inwestycji jego oponenci polityczni.

Wicestarosta Robert Wójcik z właściwą sobie tego dnia swobodą ujmuje to następująco:

„…z tego jasno i wyraźnie wynika, że pan ważną dla Woli Przybysławskiej inwestycję blokuje dlatego, że myśmy obiecali pomoc. Panie wójcie, pan nam nie dał szansy żebyśmy pomogli. Bo to pan powinien wystąpić z wnioskiem o dotację unijną, w imieniu gminy czy w imieniu straży pożarnej. A wtedy my moglibyśmy pomóc. Pan nam nie dał takiej szansy. I to nie jest największy problem, że pan nie dał nam szansy, tylko problem polega w tym, że w imię swoich małych, brudnych niezrozumiałych interesików, pan szkodzi mieszkańcom gminy Garbów. Konkretnie w tym przypadku Woli Przybysławskiej. Bo dlatego, że my obiecaliśmy, że panu pomożemy to pan powiedział, że nie zrobi tej rozbudowy. To jest działanie na szkodę gminy Garbów. Panie wójcie, pan nie powinien być wójtem. Ja apeluję do pana, aby pan tutaj dzisiaj w tym miejscu złożył dymisję. Bo pan działa na szkodę gminy Garbów.”

 A w dalszej części wypowiedzi:

 „Powtarzam to raz jeszcze. Niezłożenie wniosku tylko dlatego, że zdeklarowaliśmy się że pomożemy w uzyskaniu pieniędzy jest działaniem na szkodę gminy Garbów.”

Zgadzam się z opinią pana wicestarosty, że pan Firlej nie powinien być wójtem, choćby jedynie z tego powodu, że nie potrafi rzetelnie rozmawiać z ludźmi (to co innego niż udzielanie się na imprezach i rozdawanie produktów ogrodniczych). Jak pan Wójcik uważam również, że są obszary, w których wójt działa na szkodę gminy Garbów – w większości przez zaniechanie potrzebnych działań lub utrzymywanie niekorzystnych praktyk, które powodują straty w budżecie gminy. Zupełnie też zaniedbuje rozwój obywatelski ludności, który jak sądzę uważa za utrudnienie w utrzymaniu władzy, a nie za źródło wzrostu dobra wspólnego.

 „A pan się jeszcze zastanawia czy może byśmy przystąpili”, „Straciliśmy ostatnich kilka lat” – mniej niż 50% wykorzystanych środków unijnych.

W dalszym ciągu wypowiedzi wicestarosta odnosi się do kolejnego zaniechania wójta Firleja czyli do uczestnictwa we wspólnym projekcie unijnym w przyszłej perspektywie z miastem Lublin. Tutaj słowa są równie mocne jak poprzednie:

„Widać pana skuteczność i pana zaangażowanie w tym temacie… Gminy Garbów nie ma! Jest sąsiednia gmina Nałęczów, oddalona dużo bardziej, jest Lubartów, jest gmina Jabłonna, Garbowa tam nie ma. A pan się jeszcze zastanawia czy może byśmy przystąpili. Proszę pana, jak przystąpimy to będziemy mieli pieniądze. Jak nie przystąpimy na pewno nie będziemy mieli. A nie ma tam (Garbowa) bo taka jest pana skuteczność działania. Pan działa na szkodę gminy i to w wielu, wielu przypadkach. I apeluję do pana raz jeszcze. Proszę wstać i powiedzieć, że pan rezygnuje z funkcji wójta bo pan się do tej funkcji nie nadaje.”

I dalej…

 „Ja pana nie zamierzam odwoływać. Apeluję, aby (sam) złożył pan dymisję, bo działa pan na szkodę gminy Garbów. Powtarzam to raz jeszcze. Niezłożenie wniosku tylko dlatego, że zdeklarowaliśmy się że pomożemy w uzyskaniu pieniędzy jest działaniem na szkodę gminy Garbów. A jeżeli pan nie rozumie tego że pan działa na szkodę gminy Garbów to proszę pojechać do gminy Niemce, zobaczy pan, że dwa razy więcej zostało zrobione za pieniądze unijne niż w Garbowie. Niech pan pojedzie do gminy Konopnica. Niech pan pojedzie do gminy Strzyżewice. Niech pan pojedzie do paru innych gmin. Zobaczy pan co można zrobić za pieniądze unijne. Bo to co pan zrobił to nie ma nawet połowy tego co w tamtych gminach, które wymieniłem zostało zrobione. Proszę państwa, zróbcie sobie państwo radni wycieczkę do tych trzech gmin. Zobaczycie co można było zrobić w porównywalnych do was warunkach. (…) Jest to dwa razy inwestycji więcej niż Garbowie. Straciliśmy ostatnich kilka lat pod tym względem. A jeżeli stracimy kolejne lata, to już tego nie nadrobimy. Bo nie będzie później unijnych pieniędzy, w następnym budżecie.”

Tutaj usłyszeliśmy słowa Zenona Koputa: „Niech pan powie co można było jeszcze zrobić”, które pokazują doskonale postawę i poziom świadomości „Niezależnych”. Można mieć wrażenie, że ci ludzie trwają w jakimś letargu.

Jakby ich całemu środowisku wicestarosta pogratulował samopoczucia.

 „Naprawdę już nie ma potrzeb w gminie Garbów? Jeżeli pan uważa że gmina Garbów jest krainą mlekiem i miodem płynącą i że już nic nie trzeba, to gratuluję samopoczucia.”

 Co na to wójt? Drogi, drogi, drogi…

W odpowiedzi na tak poważne zarzuty wójt odpowiada starą śpiewką o drogach. Problem w tym, że zarzuty wicestarosty nie polegają na tym, że nic nie zrobiono, ale że zrobiono za unijne pieniądze o ponad połowę za mało. Każdy wie, że drogi trzeba budować i że powinno się to robić szybciej… Według wicestarosty nie wykorzystano i nie wykorzystuje się nadal istniejących szans i możliwości a co gorsza już widać, że nie zamierza się efektywnie korzystać z możliwości przyszłych – jak w przypadku partnerstwa z miastem Lublin.  Oczywiście, że tego typu partnerstwa są wymagające dla urzędników lokalnych, że powodują konieczność dostosowania, że przyciągają też nowe kontrole zewnętrzne, które są miarodajnym testem tego co się dzieje w gminie Garbów. Zrozumiałe jest, że władza nie lubi wychodzić z własnego sosu, zwłaszcza gdy mija już trzecia kadencja i nastąpiło zasiedzenie i wieloletnia sedymentacja zaniechań, a co za tym idzie pogłębiona awersja do postaw, które z konieczności „groziłyby” zmianami. A takiej właśnie postawy potrzebuje gmina Garbów. Postawy aktywnej, z wizją i rzekłbym ze świeżą energią. Zgadzam się z panem wicestarostą, że zostało zmarnowane wiele możliwości. Taki obraz nawet w pobieżnym odbiorze narzuca się takiemu obserwatorowi jak ja, który od roku obserwuje sytuację i stopniowo sięga do coraz starszych danych i statystyk. Równie bolesne jak sprawy gospodarcze jest to, że  zostało również zmarnowane wiele szans społecznych. W ciągu 11 lat wójt nie zrobił praktycznie nic aby realnie obudzić życie obywatelskie, aby zainteresować ludzi lokalnymi sprawami, aby uczynić łatwo dostępnymi i zrozumiałymi dla mieszkańców informacje publiczne. Jest wprost przeciwnie. Ale to temat na inne miejsce.

 Żeby się rozwijać, trzeba umieć przyznać się do błędów i się z nich wycofać

Gdy obserwuję zachowanie władz widzę permanentną niezdolność do przyznawania się do błędów i do korzystania z zewnętrznej aktywności, która nie pochodziłaby ze środowiska czy otoczenia wójta. I nie jest prawdą, że wójt robi to, co chcieli ludzie. To tylko frazesy i puste zapewnienia. Niepojęty dla mnie jest  poziom lekceważenia przez to środowisko głosu ludzi, poziom głuchoty na wyrażane potrzeby, pomysły, obawy… Obserwując sytuację tylko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wiele razy łapałem się za głowę. Pomyślałem, że ci ludzie uważają, lub próbują tak to opisać, za normalne to, co dla większości ludzi, którzy się do spraw publicznych zbliżyli jest nie do przyjęcia.

Zasadniczo to, co powiedział na sesji pan Wójcik nie jest dla mnie zaskoczeniem. Dziwiłem się wcześniej, dlaczego nie mówi tego, większość radnych gminy Garbów. Skoro na każdym niemal spotkaniu wójt kogoś wyzywa lub „nagina”, skoro pani wice wójt na proste pytanie o znak drogowy, na który ludzie czekali od 5 miesięcy reaguje nerwowością i niegrzecznym zachowaniem w stosunku do radnego, skoro jedyny głos środowiska kibicującego tej władzy, to głos klakierski, społecznie nieautentyczny, oderwany i ślepy na potrzeby tych, którzy są „poza” i to zarówno zwykłych mieszkańców jak i radnych opozycji, to jak to wszystko ma dobrze funkcjonować? Mogę tu z rękawa przytoczyć dwa tuziny przykładów z ostatnich kilkunastu miesięcy. Moja wiedza jest empiryczna. Przyszedłem, zobaczyłem i zrozumiałem, że ten system jest chory i sądzę, że sam się nie uleczy. Potrzeba zmiany i to zmiany gruntownej. Zmiany obyczaju politycznego, zmiany ku przestrzeganiu praw mieszkańców do dostępu do informacji publicznej, zmiany w aktywności gospodarczej i prorozwojowej. Tu potrzeba zmiany całego nastawienia, nastawienia całego naszego środowiska. Po reakcjach wójta i na przykład pani radnej Chabros czy pana Koputa nie widzę choćby chęci zmiany. Dla nich wszytko jest w porządku! A przecież nie jest! I o tym właśnie powiedział 23 stycznia 2014 pan wicestarosta.

Dobrze, że to wszystko zostało wypowiedziane. Nie dajmy się zagadać okrągłymi zdankami

Dobrze się stało, że pan Wójcik wypowiedział te słowa, które wypowiedział. I źle się stanie jeżeli po raz kolejny wójt spróbuje takie głosy zagadać okrągłymi zdankami, które ni jak mają się do rzeczywistości. Wójt chwali się drogami i… właściwie tylko drogami. Ale zapomina się że w gminie Garbów wciąż dróg brakuje. Na 131 km dróg wciąż jest 46,5 km dróg nieutwardzonych lub utwardzonych jedynie tłuczniem. To taki sukces po 12 latach rządzenia gdy dostępne są środki unijne i kredyty? Czy ludzie mają czekać na drogi przez następne 20 lat?  Już wcześniej sygnalizowaliśmy, że struktura finansowo inwestycyjna jaka jest utrzymywana w gminie Garbów wykazuje cechy bierności i zaniedbań. Brakuje aktywności, a gdy brakuje aktywności oznacza to, że albo brakuje wizji, albo rządzi wizja anty-rozwojowa. Na 12 lat rządzenia wójta pierwsze 6 zostało prawie całkowicie przesiedziane. Widać to po spadku w rankingach i w wynikach inwestycji na mieszkańca. Kolejne lata zostały zmarnowane częściowo. Wicestarosta twierdzi że w ponad 50%. To jest duży problem, bo tego czasu się nie cofnie. Ale Gmina Garbów ma jeszcze inny problem. Możemy obserwować liczne ewidentne nieprawidłowości, do których obecne władze gminy nie chcą się przyznać, nie chcą za nie przeprosić, nie chcą ich uznać. A problemy są realne i nie można na wszystko odpowiedzieć, że się zbudowało drogi zwłaszcza gdy się tego wcale do końca nie zrobiło. Bo zbudowało się jedynie 65% istniejących dróg, a reszta jest nadal do zrobienia – brakuje 46 km. Część mieszkańców gminy wciąż brodzi w błocie. Dzieje się to nawet w promieniu 2 km od urzędu gminy czy budynku kościoła. Należy postawić pytania, które stawiają ludzie młodzi i ludzie, którzy mają wizję, którzy szukają lepszych rozwiązań, którzy oddają się służbie wspólnocie, a nie jedynie odbijają piłeczki konieczności urzędowych, gdzie najważniejsze jest to,  aby wyciąć w pień opozycję („dorżnąć watahę” jak mówił minister Sikorski) i utrzymać się przy stołku. Jeżeli władza nie widzi zgłaszanych problemów i dodatkowo reaguje na nie wyzwiskami czy prześladowaniem tych, którzy o tych problemach mówią, to jak możemy oczekiwać, że te problemy ta władza nam rozwiąże. Symbolem tej postawy było pytanie wiceprzewodniczącego Koputa, który pytał pana Wójcika, „co można było jeszcze zrobić”. To środowisko nie ma nawet świadomości zmarnowanych szans, a samo intelektualne badanie  tematu jest dla nich zamachem na godność władzy. Jeżeli na przykład pani radna Chabros, osoba ze środowiska pana wójta, stwierdza oficjalnie, co jest zawarte protokole z komisji, że wcześniejsze informowanie mieszkańców o komisjach rady gminy jest niemożliwe, to jak możemy oczekiwać, że to środowisko rozwiąże jakiekolwiek realne problemy? Jak może być niemożliwe coś, co jest konieczne?! Niemożliwe podanie kilka dni wcześniej obrad jawnego organu? Gdzie my jesteśmy? Co ci ludzie wygadują? Co oni sobie właściwie myślą? Jak nas próbują traktować?

Tu przerywam tę krótką refleksję. Na koniec chcę jasno powiedzieć, że wcale się nie dziwię stanowczości wypowiedzi pana Roberta Wójcika. Co prawda to prawda. Całkowicie popieram ten głos i zrobię wszystko co możliwe, aby dalsza refleksja nad naszymi wspólnymi sprawami, wysiłek nad definiowaniem istniejących problemów i szukanie odważnych dróg ich przezwyciężania były normalną praktyką życia publicznego w gminie Garbów. Jak gorąco zachęcił nas niedawno w czasie ogłoszeń parafialnych (przy okazji omawiania sprawy śmieci na cmentarzu) nasz Ksiądz Proboszcz: „zło należy nazywać po imieniu”. Tak. I to właśnie w moim rozumieniu zrobił pan wicestarosta lubelski Robert Wójcik; to samo próbuje robić również środowisko serwisu informacji lokalnych „Nasz Garbów”.

„Zło należy nazywać po imieniu…”. Z całego serca dziękujemy Księdzu Proboszczowi za te słowa umocnienia w realizacji naszej misji prasowej.

autor: Robert Fiutek

 

 

 

 

Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top