Miesiąc później lepiej widać, że mógł zostać zrealizowany scenariusz kolejnego krwawego „polskiego grudnia”

Łatwo sobie wyobrazić scenariusz z Donaldem Tuskiem jako tym, który czuwa nad odsuwaniem od władzy tych, których oskarżono by o przelew polskiej krwi. To wszystko miało się potoczyć inaczej. I było sporo możliwości, by wydarzenia zapoczątkowane 16 grudnia 2016 r., czyli równo miesiąc temu, miały dramatyczny, a wręcz tragiczny przebieg, a potem byłoby już tylko gorzej.

Po miesiącu można się już zdobyć na pewien dystans i chłodny opis. Wtedy, 16 grudnia, zabrakło tylko jednego: prawdziwej krwi i ofiar. To byłaby pożywka, która nadałaby próbie puczu realnego wymiaru. Trudno powiedzieć, jak to się stało, że nie doszło do rozlewu krwi. Może zapobiegły temu wszechobecne kamery i wykorzystywane w tej roli przez wiele osób smartfony. Ale były takie próby. Był na przykład lewicowy performer Wojciech Diduszko, który położył się na ulicy pod Sejmem, udając rannego. Nieprzypadkowo położył się tuż obok rzuconej przez jednego z zadymiarzy świecy dymnej. Tę świecę dymną zaraz nazwano gazem łzawiącym, użytym jakoby przez policję. To oczywiste kłamstwo powtórzył polski korespondent Reutersa, powołując się na znajdującego się w tym czasie w budynku Sejmu posła Nowoczesnej Jerzego Meysztowicza, a więc na kogoś niemającego pojęcia o tym, co zaszło na zewnątrz. Ale przecież nie chodziło o prawdę, tylko o stworzenie odpowiedniej dramaturgii. A tej dramaturgii najbardziej potrzebne były ofiary i głównie po to różne osoby kładły się i rzucały pod wyjeżdżające z Sejmu auta, w tym samochód premier Beaty Szydło.

Kilka dni temu, już na chłodno, opisałem na Twitterze (skrótowo, bo to medium ma ograniczenia), o co mogło chodzić puczystom. Skądinąd ten mój tweet, obok wpisów innych osób, pojawił się w filmie „Pucz”. Powtórzę więc tamte pięć punktów. Po pierwsze – „wywołać awanturę z byle powodu, by zablokować uchwalenie budżetu”. Po drugie – „przenieść zadymę na ulice, nakręcić emocje, doprowadzić do dramatu, np. przelewu krwi”. Po trzecie – „zakłócić nadawanie TVP, żeby dostępny był tylko przekaz antyrządowy, wzywający wojskowych, policjantów, urzędników, samorządowców do buntu wobec rządu PiS”. Po czwarte – „rozkręcić histerię za granicą, by pucz w Polsce przedstawić jako majdan przeciw opresyjnej władzy”. Po piąte wreszcie – „w wyniku zamieszek, buntu aparatu, presji zagranicy i mediów, paraliżu Sejmu i rządu doprowadzić do zmiany władzy”. Punkt pierwszy został w pełni zrealizowany. Dla pełnej realizacji punktu drugiego zabrakło tylko przelewu krwi. Punt trzeci też został zrealizowany prawie w całości, choć odzew był znacznie słabszy niż oczekiwano, głównie ze względu na niezrealizowanie najważniejszego elementu opisanego w punkcie drugim. Punkt czwarty zaczął być gorliwie realizowany, a gdyby doszło do planowanej eskalacji, zostałby zrealizowany w pełni. Punkt piąty, obalenie legalnych władz RP, nie został zrealizowany z tego względu, że w kilku poprzednich zabrakło jakichś elementów. Ale z perspektywy miesiąca, jaki upłynął od 16 grudnia 2016 r., wszystko układa się w spójny scenariusz. I jest to bardzo czarny scenariusz.

więcej

źródło: wpolityce.pl

Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top