Każda Msza św. opiera się o Krzyż na Golgocie i taką ma wartość, jak tamta Ofiara, w łączności z tamtą Ofiarą. [słowo na niedzielę]

Św. Jan Bosko mówił, że w trudnych czasach, które czekają Kościół wytrwają przy wierze i przy Bogu: (1) ludzie wierni Stolicy Piotrowej; (2) mający cześć dla Matki Najświętszej; (3) mający żywe nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu. Te trzy rzeczy mają stanowić o wytrwaniu.

Warto się zastanowić nad tym, które miejsce w domach waszych zajmuje Najświętszy Sakrament i to drzewo, które ciągle rodzi Najświętszy Sakrament – Msza Święta

Msza święta powinna być ośrodkiem życia chrześcijańskiego, życia zakonnego, ośrodkiem domu zakonnego. Na pierwszym miejscu – ta święta sprawa Konsekracji, sprawa Mszy św. To jest centrum naszego życia. „Pozmniejszali synowie ludzcy prawdy Boże objawione” – mówi psalmista. Tę sprawę Mszy św. też dziś jakoś pomniejszono, choć tak dużo się mówi o ruchu liturgicznym.

Prawidłowe wykonywanie obrzędów mszalnych, śpiewów liturgicznych, rozdawanie ludziom mszałów, recytowanie Mszy św., szaty przepisowe i ołtarz odpowiednio urządzony – to ruch liturgiczny i dobry. Ale to nie jest jeszcze cała prawda o życiu liturgicznym, są sprawy daleko ważniejsze, a nieraz zapomniane. Msza św. w domach waszych ma być ośrodkiem życia. Msza św. jest jakimś rozwinięciem tego, co w ludziach religijnych było od początku.

Kogo się kocha, temu się coś daje – to już jest w naturze ludzkiej. Kogo się boi – temu się też daje, składa się dary, np. dawniejsze bóstwa pogańskie. Na tym oparte są ofiary. Składane bogom ofiary spalano na wybranych miejscach, by nikt poza bóstwem nie miał pożytku. Tak było w pogaństwie, tak również w Izraelu. Później, ludzie wierzący w jednego Boga, uważali, że ofiary te, jak mięso, tłuszcz spalany itp. są zbyt marne, a pozatem sądzono, iż winy ludzkie są tak wielkie, że jakiś tam baranek czy koziołek nie jest dostateczną ofiarą na przebłaganie Boga. Czuli potrzebę czegoś doskonalszego za takie zbrodnie.

Już Dawid, a w trzysta lat później – Izajasz prorokowali, że te zwierzęta, krwiste ofiary są Bogu wstrętne, kadzidło Mu obrzydło. Bóg mówi przez usta proroków: „Cóż mi po mnóstwie ofiar waszych… Pełen jestem całopalenia baranów i łoju tłustego bydła, a krwi cielców i jagniąt nie chciałem… Nie składajcie ofiary na próżno; kadzenie jest mi obrzydłością… Zmordowałem się znosząc te wasze ofiary. Obmyjcie się, czystymi bądźcie, usuńcie złości myśli waszych sprzed oczu moich; przestańcie źle czynić, uczcie się czynić dobrze, szukajcie sądu, wspomagajcie uciśnionego, czyńcie sprawiedliwość sierocie, brońcie wdowy! A przyjdźcie i prawujcie się ze mną… Choćby były grzechy wasze jak szkarłat, jak śnieg wybieleją” (Izaj. I, 11-18). Malachiasz mówi: „Ofiarujecie na ołtarzu moim chleb skalany, a mówicie: Czymże cię skalaliśmy… Jeśli przynosicie ślepe na ofiarę, czy to nie jest złe? A jeśli ofiarujecie chrome i chore, czy to nie jest złe… Nie mam upodobania w was, mówi Pan zastępów, i daru nie przyjmę z ręki waszej” (Mal. I, 7, 8, 10). Złóżcie ofiarę czystym sercem i umysłem!

Dokonała się ta ofiara, zapowiadana przez proroków Starego Testamentu, gdy Chrystus na Krzyżu konał, modląc się: „Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!” (Łuk. XXIII, 34). To jest nasz jedyny Kapłan i jedyny Ołtarz na Golgocie, i jedyna nasza Ofiara, a to, co się dzieje obecnie w naszych kościołach, jest tylko przypomnieniem Ojcu Niebieskiemu i nam, że to się stało na Golgocie i że innej ofiary nie mamy. Jedynie z tej Ofiary Krzyżowej mamy czerpać moc, siłę i pociechę.

Każda Msza św. opiera się o Krzyż na Golgocie i taką ma wartość, jak tamta Ofiara, w łączności z tamtą Ofiarą. Jest jedna Ofiara, choćby miliony Mszy świętych się odprawiało. Ponad czasy, ponad wieki sięga to Misterium. Każda Msza św. jest uobecnieniem Ofiary tamtejszego, wielkiego w dziejach, Piątku.

Jaki ma być nasz udział we Mszy św.? „Introibo ad altare Dei” – wstąpię do ołtarza Bożego. Dawid, pisząc ten psalm, tęsknił za świętym namiotem, bo był z dala – na wygnaniu. Pocieszał się, że nadejdzie jeszcze ten czas, kiedy pójdzie do świątyni i grać będzie Bogu na cytrze. Pociesz się duszo – tak myślał Dawid, a my? My myślimy i tęsknimy do innego Ołtarza, do Ołtarza prawdziwie Bożego – to jest ta niewysłowiona miłość Boga do człowieka, że Syna swego Umiłowanego dał, ta miłość Syna do Ojca, który mówił: „Oto idę Ojcze…”, ta miłość Syna Bożego do ludzi, która dyktuje Mu te słowa: „Ojcze odpuść im…”. O tym Ołtarzu należy przede wszystkim pomyśleć! Na wejście kapłana wstajemy, bo zaczyna się wielka sprawa Boża.

Twardy żłób w stajence i krzyż wniesiony między łotrami – to ten drugi Ołtarz, a trzeci Boży Ołtarz, o którym również trzeba pamiętać – to Jezus po prawicy Bożej w chwale, który wstawia się za nami i pośredniczy. Z Jego pośrednictwa wypływa Wszechpośrednictwo Maryi. Św. Szczepan kamienowany widział tego Jezusa po prawicy Bożej: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej” (Dz. Ap. VII, 56).

Gdy staniemy duchem wobec tych Ołtarzy, wtedy dopiero pojmiemy tę Ofiarę Mszy św., która się dokonuje na ołtarzu. Przez każdy akt miłości do Boga i do człowieka mamy swą cząstkę w tym Ołtarzu Bożym. Ten Ołtarz przeważnie jest w kościele czy w kaplicy, ale może być i w lesie, w więzieniu, w szpitalu, wszędzie.

Ludzie się tak zżyli z nadstawą ołtarza, że Msza św. na zwykłym stole nie jest dla nich Mszą św.
Skąd się wzięły ołtarze i kościoły? Jest w gospodzie Ostatnia Wieczerza, a po tej najświętszej chwili, ustanowieniu Najświętszego Sakramentu, wszyscy wyszli i udali się na Górę Oliwną. W Wieczerniku nie pozostało nic; nie było tam ołtarza ani tabernakulum, w którym by się Pan Jezus zamknął. Nie pozostało nic. Po śmierci Pana Jezusa Msze św. odprawiano na zwykłych stołach – raz tu, raz tam, a po Mszy św. znowu nie pozostawało nic.
Od kiedy Pan Jezus zaczął się zamykać w tabernakulum? Kiedyś kogoś spośród chrześcijan brakowało na zebraniu. Zachorował – i trzeba było zanieść ten Chleb Eucharystyczny do domu chorego. Należało więc po Mszy św. coś z tego Chleba Świętego zostawić. A potem i do więzienia się zanosiło – dlatego trzeba było zacząć przechowywać Najświętszy Sakrament. Na razie zostawał na stole, ale to nie było odpowiednie miejsce do przechowywania. I tak powoli stół zaczął się zamieniać na ołtarz, izbę, w której przeznaczono zwyczajny stół na ołtarz, nazwano kaplicą, miejsce, gdzie się znajdował Przenajświętszy Sakrament, specjalnie ozdabiano itd. Chrystus więc został zamknięty, uwięziony przez człowieka, który kochał swego nieobecnego brata – chorego, uwięzionego – i dla niego przechowywał Przenajświętszy Sakrament. Później, gdy nastąpiły czasy wolne, chrześcijanie weszli do świątyń pogańskich, które przygotowano na wejście Chrystusa – to miłość do człowieka przygotowała. Tego nam dziś brakuje w liturgii.

Teatr, przeżycia artystyczne, muzyka, śpiew – to nie jest jeszcze liturgia, ale miłość do człowieka ożywia dopiero życie liturgiczne. Dokument starochrześcijański z połowy II w. opisuje obrzęd Mszy św., który już wtedy połączony był z troską o potrzeby człowieka. To dopiero jest właściwa liturgia. Dawniej dary, złożone Bogu, palono – niech nie służą nikomu, jeno Bogu samemu. Obecnie chrześcijanin nie pali, ale daje tę rzecz bliźniemu – niech jemu służy. Każdy człowiek ma swoją cząstkę we Mszy św., ale musimy również pomyśleć, co my możemy dać Bogu i braciom naszym potrzebującym.

Nieśmy na Mszę św. każdą poznaną prawdę, każdy zachwyt na widok piękna, każdą odrobinę szczęścia, swoje pragnienia, postanowienia, nieśmy swój codzienny trud pracy zawodowej, zmęczenia, troski, cierpienia nasze, choroby, nędzę i słabość naszą moralną, męki i udręczenia – to wszystko nasze bogactwo. A ludziom nieśmy tę myśl, aby i oni coś dobrego zrobili dla bliźnich, by i oni szli z troską o braci swoich, z tym aktem przebaczenia wszystkim wszystkiego.

Idąc na Mszę św., to trzeba koniecznie nieść na ofiarę, choćby nic innego człowiek nie miał, bo to jest coś najmilszego Bogu. „Jeżeli więc ofiarę swą przynosisz do ołtarza i tam przypomnisz sobie, że brat twój ma coś przeciwko tobie, to zostaw tam przed ołtarzem swą ofiarę i najpierw idź i pojednaj się z bratem swym, a potem dopiero wróć i złóż swą ofiarę” (Mat. V, 23-24). To było w Starym Testamencie, a cóż dopiero teraz? Nie możemy się zbliżyć do ołtarza, mając cośkolwiek przeciw bratu. Musimy się koniecznie przedtem pojednać, a wtedy ofiara nasza będzie najwspanialszym hołdem oddanym Bogu.

Musimy się uczyć codziennie składać z czegoś ofiary. Msza św. – to asceza ofiary. Ośrodkiem ofiary, to nie tylko nabożeństwo odprawione przez kapłana. Musimy koniecznie chwycić tę ofiarę i troskę o bliźnich – to jest dopiero Msza święta.

Gdybyśmy się tego sposobu trzymali i tak nauczyli chodzić na Mszę św., tak również ludzi uczyli w niej brać udział – w ten sposób Boski, ludzki i społeczny, wtedy moglibyśmy powiedzieć, że w Polsce kwitnie życie liturgiczne.

Amen.

Ks. Jan Zieja

„Wyszedł siewca, aby zasiać ziarno. Nauki i konferencje wygłoszone u SS. Urszulanek SJK w Pniewach”. Cz. III „Nauki rekolekcyjne [wygłoszone] od dnia 29.VII – do 3.VIII.1958 r.”. Maszynopis.

Grafika: http://www.liturgia.pl/artykuly/Kult-eucharystyczny-w-polsce-XVII-i-XVIII-wieku.html

Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top