Jesteśmy wciąż w punkcie wyjścia – rozmowa z Małgorzatą Wassermann

Liczę na wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej, jestem pewna, że uda się tę sprawę w sposób godny zakończyć, natomiast jestem absolutnie pewna, że nie stanie się to pod rządami Platformy Obywatelskiej – mówi mec. Małgorzata Wassermann w rozmowie z PCh24.pl.

Co pewnego o katastrofie z 10 kwietnia 2010 roku i o okolicznościach śmierci Ojca udało się Pani dowiedzieć od reprezentantów państwa polskiego w ciągu czterech lat, jakie upłynęły od tego wydarzenia?

– Nie przypominam sobie nawet, abyśmy my, bliscy ofiar, zostali oficjalnie poinformowani przez państwo, że doszło do katastrofy i śmierci 96 ofiar. Dzisiaj cieszy fakt, że prokuratura wydała ostateczne orzeczenia potwierdzające, po pierwsze, że w kabinie pilotów nie był obecny generał Andrzej Błasik, a po drugie, że zarówno on, jak i pozostali członkowie załogi byli trzeźwi. Natomiast mogę powiedzieć, iż w pozostałych kwestiach po czterech latach znajdujemy się nadal w punkcie wyjścia.

Faktyczna wiedza, jaką posiadamy pochodzi z wielu źródeł, z prac zespołu pana Antoniego Macierewicza, z wyników dwóch dotychczasowych Konferencji Smoleńskich (trzecia zaplanowana jest na październik), do których pozyskiwanie i analizowanie materiałów trwa przez cały rok. Prokuratura też dysponuje w swoich aktach szeregiem informacji, jest ich dość dużo. Bogatym źródłem wiedzy są, oczywiście środki masowego przekazu, mam na myśli internet i te spośród mediów, które są zainteresowane pozyskiwaniem wiarygodnych informacji. Mamy jednak również do czynienia z chaosem i dezinformacją wprowadzanymi przez część urzędników państwowych oraz przychylne im media. 

Katalog zaniedbań, czy to wynikających z niekompetencji, ze złej woli, czy też strachu przed stroną rosyjską jest bardzo obszerny. Które z nich uważa Pani za najistotniejsze?

– Najważniejszym z błędów jest niezabezpieczenie w dniu katastrofy i w dniach następnych materiału dowodowego do badań. Zwracałam na to uwagę w pierwszych dniach po katastrofie i to sprawdza się po dziś dzień. Każdy prawnik dysponujący podstawową wiedzą na temat procedury wyjaśniania tego typu spraw wie, że istotne są pierwsze godziny i minuty po zdarzeniu. Wtedy zabezpiecza się materiał, później, przez całe miesiące, ewentualnie lata bada go i analizuje. Ponieważ nie zrobiono tego od razu, próbuje się po latach odzyskać materiał, czy też robić jakieś prowizoryczne badania, które mają odpowiedzieć na rozmaite kwestie.

Nie mam wątpliwości, że jeśli powstają w prokuraturze opinie oparte na materiałach zebranych w sposób wątpliwy i po upływie wielu miesięcy czy lat od wydarzenia, a na podstawie tych opinii stawia się komuś zarzuty, to sąd z całą pewnością taką osobę uniewinnia. Właśnie z braku wiarygodnych dowodów wskazujących na to, że prokuratura miałaby rację.

Nie wiem, czy błędy popełnione przez stronę polską przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy wzięły się z zaniedbań, czy też z celowego działania. Przyjęta została nieodpowiednia podstawa prawna dla badania zdarzenia. Państwo polskie nie zwróciło się do sojuszników o wsparcie, za to powierzyło kwestię badania katastrofy ministrowi Jerzemu Millerowi, co również było złamaniem prawa. Abstrahuję już od raportu jego komisji i merytorycznej zawartości tego dokumentu. Przede wszystkim bowiem ta komisja nie miała prawa pracować.

Rząd liczy przede wszystkim na krótką pamięć społeczeństwa polskiego i na to, że inne wydarzenia odciągną uwagę od sprawy katastrofy. Proszę zwrócić uwagę, jak często przywoływano hasła dotyczące zaufania wobec Rosji. Premier nie miał w tej sytuacji prawa głosić takich haseł, bo wyjaśnianie katastrof nie opiera się na zaufaniu. Jakie jest nastawienie rządzących do sprawy tragedii z 10 kwietnia 2010 r. pokazuje jasno fakt, że władze nie przewidziały żadnych państwowych uroczystości związanych z jej czwartą rocznicą. Za szczyt demagogii uważam fakt, że ktoś chce wyłożyć kilka milionów złotych na niechciany przez nikogo pomnik w Smoleńsku, za to nie ma mowy o postawieniu niedrogiego pomnika upamiętniającego prezydenta przed siedzibą, w której sprawował swój urząd. Na to rządu polskiego i prezydenta Warszawy nie stać.

Długo można by analizować fakty świadczące o rzeczywistym stosunku władz do tamtej tragedii. Pamiętamy zdjęcia dokumentujące śmiechy dygnitarzy państwowych w trakcie przylotu trumien z ciałami ofiar. Widzieliśmy na lotnisku, jak ci ludzie się wtedy zachowywali, jak dopisywały im fantastyczne humory podczas gdy my cierpieliśmy. Teraz premier posunął się do stwierdzenia, że ktoś powinien przeprosić za to, iż śmie zadawać pytania, a pytań są tysiące, tylko nie możemy wciąż doczekać się od oficjalnych czynników odpowiedzi na nie.   

czytaj dalej

źródło: pch24.pl

grafika: solidarni2010.pl

Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top