Belweder idzie na wojnę

Po raz kolejny znajdujemy potwierdzenie, że określanie lokatora Belwederu mianem „malowanego prezydenta” lub przypisywanie mu „żyrandolowej” nieudolności, jest nie tylko aktem rażącej głupoty, ale powinno być podciągnięte pod zarzut celowej dezinformacji.
Projekt ustawy o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw, skierowany dziś przez Komorowskiego do Sejmu, to bodaj najgroźniejszy pomysł legislacyjny powstały w środowisku Belwederu, związany z budową reżimu prezydenckiego.
Jak już wielokrotnie przypominałem, od czasu objęcia stanowiska prezydenta, Bronisław Komorowski wykazuje zaangażowanie w bardzo szczególnym obszarze polityki. Obejmuje on sprawy bezpieczeństwa, wojskowości i służb specjalnych. Jedną z pierwszych inicjatyw ustawodawczych polityka PO, była nowelizacja ustawy o stanie wojennym oraz kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych. Na jej podstawie lokator Belwederu uzyskał prawo, by na wniosek Rady Ministrów wprowadzić stan wojenny lub stan wyjątkowy w sytuacji „szczególnego zagrożenia dla ustroju państwa” lub w przypadku  „działań w cyberprzestrzeni” – przy czym definicje tych zagrożeń nie zostały nigdy sprecyzowane, co pozwala ich autorom na dowolną interpretację. Uchwalona w ekspresowym tempie nowelizacja dawała  Komorowskiemu realne narzędzie, przy pomocy którego można np. anulować każdy niekorzystny werdykt wyborczy, lub zablokować zmiany groźne dla układu rządzącego.
Opiniując belwederski projekt, prof. dr hab. Andrzej Szmyt, ekspert ds. legislacji w Biurze Analiz Sejmowych, wyrażał poważne wątpliwość, co do potrzeby i kształtu proponowanej nowelizacji i zwracał uwagę, że termin „działania w cyberprzestrzeni” nie został w żaden sposób zdefiniowany i jest terminem „o nieustalonej treści normatywnej, raczej dość potoczną „zbitką pojęciową”. Zdaniem prof. Szmyta „prawne dookreślenie tego pojęcia ma istotne znaczenie, gdyż wiąże się z konsekwencjami w sferze praw i wolności człowieka i obywatela”.
Szereg propozycji prawnych oraz tzw. rekomendacji, zawarto w sztandarowym dziele belwederskich strategów – Strategicznym Przeglądzie Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), w ramach którego powstały koncepcje dokonywanej już „reformy służb specjalnych” oraz  „reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi” i „modernizacji technicznej i finansowania sił zbrojnych”.
Kilka legislacyjnych posunięć zwiększyło wpływy Belwederu na armię (w tak newralgicznych kwestiach, jak obsada najwyższych stanowisk, rozbudowa „potencjału obronnego” i modernizacja przemysłu zbrojeniowego)  oraz dało podstawę do wdrożenia prezydenckiej „koncepcji kułaka”, w której znacząco ograniczono uprawnienia cywilnego wywiadu i kontrwywiadu, utworzono nową służbę (Narodowe Centrum Kryptologii) i umocniono formacje wojskowe. Przeprowadzone w ramach tego projektu roszady personalne, polegały na zastąpieniu złych, nieudolnych (lecz powiązanych z PO) szefów służb i ministerstw, ludźmi „drugiego szeregu”, równie bezbarwnymi, jak bezwolnymi wobec dyspozycji Belwederu. Nie tylko osłabiło to władzę Tuska i jego marionetkowych ministrów, lecz pozwoliło przesunąć centrum decyzyjne w sprawach bezpieczeństwa w stronę środowiska belwederskiego.
Gdy w następnych miesiącach powstawały kolejne regulacje prawne, w których poszerzano zakres władzy Belwederu nad siłami zbrojnymi, a cały system bezpieczeństwa narodowego III RP podporządkowano tzw. doktrynie Komorowskiego, stwierdzenie szefa BBN, iż – „wojsko to nasza polisa ubezpieczeniowa”, nabierało szczególnego znaczenia.
W ostatnich miesiącach uwaga Pałacu Prezydenckiego skoncentrowana była na kilku, podstawowych kwestiach:
 – dokonania „konsolidacji przemysłu zbrojeniowego” oraz  zapewnienia finansowania budżetu MON na poziomie 2 proc PKB;
– przeprowadzenia nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, w której zawarto procedury „uzupełnienia raportu” z Weryfikacji WSI,  przewidując również środki prawne mające ułatwić ponowną weryfikację żołnierzy i funkcjonariuszy tej służby;
– „domknięcia” reformy służb, przeprowadzonej według projektu prezydenckiego BBN, w której rząd Tuska próbował  nie dopuścić, by w nowym organie ds. kontroli służb – Komisji Kontroli Służb Specjalnych zasiadał przedstawiciel prezydenta. W konsekwencji takiego rozwiązania Komorowski zostałby pozbawiony wpływu na decyzje dotyczące służb oraz możliwości uzyskiwania istotnych informacji;
– dokonania tzw. reformy dowodzenia siłami zbrojnymi, w szczególności zaś „usprawnienia systemu kierowania obroną państwa w czasie wojny”.
W kontekście kombinacji operacyjnej o nazwie „afera podsłuchowa” warto zauważyć, że poprzedziło ją pewne znamienne wydarzenie. Na początku czerwca br. doszło do spotkania Tuska i Komorowskiego, „w sprawie zwiększenia wydatków obronnych” do poziomu proponowanego przez lokatora Belwederu. Po spotkaniu gen Koziej poinformował, że „najwięcej uwagi poświęcono kwestii zwiększenia nakładów na wzmocnienie systemu obronnego w perspektywie wieloletniej. Ustalono, że minister finansów przygotuje analizy możliwych sposobów realizacji tego zadania„. Gdy kilka dni później minister finansów stwierdził,, że „w przyszłym roku bardzo trudno będzie o podniesienie wydatków na obronę” i przypomniał, że w 2015 roku Polska musi zapłacić drugą transzę należności za myśliwce F-16 ( 5,5 mld zł) stało się oczywiste, że „doktryna Komorowskiego” może stać się papierowym humbugiem, a rząd nie zechce pompować dodatkowych pieniędzy w  „modernizację” sił zbrojnych. Sytuację lobby zbrojeniowego poprawi natomiast podpisana przed trzema dniami ustawa offsetowa, o której informowałem w poprzednim tekście.
W pozostałych kwestiach, projekty Belwederu są realizowane planowo.  1 stycznia br. weszła w życie ustawa wprowadzająca tzw. reformę dowodzenia i kierowania armią, w której m.in. zapisano, że w czasie pokoju armią dowodzi dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, a za misje i działania w czasie kryzysu jest odpowiedzialny dowódca operacyjny. Już wówczas, gen Koziej zapowiedział, że „obecnie prowadzone prace mają na celu doprecyzowanie przepisów kompetencyjnych i zadaniowych, których przyjęcie zwiększyłoby skuteczność przygotowywania określonych organów do kierowania obroną państwa oraz usprawniałoby sam proces kierowania obroną”.
1 lipca br. uczestnicząc w obchodach dziesiątej rocznicy powołania Dowództwa Operacyjnego, Komorowski zapowiedział skierowanie do Sejmu projektu ustawy, „która określi kompetencje naczelnego dowódcy na czas wojny”. W oficjalnym komunikacie MON pojawiła się zaś informacja,  że prezydencki projekt trafił już do Sejmu. Informacja (jak się okazało) nieprawdziwa, bo dopiero dziś Belweder ogłosił, że skierował projekt ustawy dotyczącej kierowania obroną państwa w czasie wojny. Można się domyślać, że potrzebowano kilku dni, by ustalić szczegółowy zakres władzy prezydenckiej.
Chcemy doprecyzować kompetencje naczelnego dowódcy sił zbrojnych” – ogłosił gen Koziej- „ Do dzisiaj mogą być one szeroko interpretowane jako przejmowanie przez naczelnego dowódcę wszelkich władczych kompetencji w stosunku do sił zbrojnych, czyli w istocie całkowite przejęcie roli i kompetencji ministra obrony narodowej„.
Co proponuje Komorowski? Wymienię tylko rzeczy najważniejsze, w kontekście budowy reżimu prezydenckiego.
Po pierwsze – to prezydent ma określać „w którym dniu rozpoczyna się czas wojny na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej”. On również postanawia o „dniu, w którym czas wojny się skończył”. Po drugie – to on ma kierować obroną państwa (we współdziałaniu z RM) w zakresie użycia sił zbrojnych. Po trzecie – wszystkie plany obronne i organizacyjne mają podlegać zatwierdzeniu przez prezydenta. Po czwarte – Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych zostanie wyznaczony przez prezydenta, a organem doradczym w „procesie kierowania obroną państwa” będzie Szef Sztabu Generalnego WP (powoływany również na wniosek prezydenta).
Nietrudno zrozumieć, że projekt zgłoszony przez Komorowskiego daje mu wręcz nieograniczone kompetencje na czas  wojny lub wprowadzenia stanu wojennego. Obrona państwa oraz użycie armii podczas działań wojennych zostaną całkowicie podporządkowane środowisku belwederskiemu.
Pytałem już: dlaczego od początku prezydentury Bronisław Komorowski kładzie tak wielki nacisk na rozszerzenie swoich uprawnień w tym szczególnym zakresie? Nie życzyłbym sobie, byśmy odpowiedzi na to pytanie musieli poszukiwać w przyszłych wydarzeniach.
Dziś jednak pojawia się jeszcze jedno, intrygujące pytanie: skąd lokator Belwederu czerpie pewność, że to on będzie beneficjentem tych ogromnych kompetencji?  Czy przedstawiając tak wyjątkowe projekty, ma już gwarancję zachowania drugiej  kadencji?
autor: Aleksander Ścios
link do strony Prezydenta, gdzie możemy przeczytać „Projekt ustawy o kierowaniu obroną państwa”
Podziel się artykułem na: Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

/** POPRAWNA PIERWSZA LINIA KODU FOOTER.PHP * The template for displaying footer. * * Contains secondary widget areas, footer content and the closing of the * #main and #page div elements. */
Top